środa, 11 grudnia 2013

W ukryciu

-Uważałbyś...Rękę chcesz mi urwać ?!-sykneła Dallila na Ernisa.
-Cicho...Nie zachowuj się jak dziewczyna..- zaczął po czym urwał zdając sobie sprawę z własnej gapy.
-Pardon? Jak byś nie zauważył "geniuszu" ja właśnie jestem dziewczyną...-odparła wyrwawszy się. Przyspieszyła kroku, musieli szybko tamtych zmylić.
,,No cudnie...Teraz jest na mnie zła.'' pomyślał idąc za nią.
Dallila ani razu się na niego nie obejrzała, miała na niego focha. Zatrzymała się w pół kroku gdy z bocznej uliczki usłyszała.
-Dallila?- Spojrzała w tamtym kierunku.
-Josuke?-
-We własnej osobie....- odparł z uśmiechem podchodząc.
-Witaj Ernisie. Co taka skwaszona mina u ciebie?- dodał patrząc na Ernisa.
-Nie pytaj....-


piątek, 22 listopada 2013

Hej  ludziska jest taka sprawa ,że teraz nie mam czasu zamieszczać kolejnych części opowiadania...bo muszę teraz zakuwać ;( więc posty będę dodawać tylko w weekendy

środa, 13 listopada 2013

przed akcją

-Czyli sprawa wygląda następująco Oni spodziewają się dziś przemytu w porcie, więc musimy podać naszym zaopatrzeniowcą inne spółrzędne.- powiedział Invesi siedząc na podium ,patrząc spod zmarszczonych brwi na donów ,których zwołał. Wszyscy mu przytakneli.
-A co z tym ich atakiem w pełnie?- spytał don Suya.
-Proste Kejzi uprzedzimy ich.-odparł mu don Chicho.
Z drugiego końca sali obrad Josuke nachylił się do Dallili i szepnął
-Wiedziałem ,że się jeszcze spotkamy ale liczyłem ,że nie na nudnej naradzie.-
-Ja też liczyłam na inne okoliczności.- mrugneła do niego.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, potraktował to jako zapro do flirtu.
-Hahaha, spójrz na Don Sesyla...jeszcze trochę i uderzy głową o stół.- powiedział pokazując głową na mężczyznę o 5 miejsc dalej niż jej ojciec.
-No, ciekawe kiedy uderzy.- odparła zaczynając razem z Josukim obserwować go. Don Murai Sesyl wyglądał na dwódziestkę ale wszyscy wiedzieli ,że ma grubo po 9900000. Owszem był jednym z najstarszych ale nie cieszył się zbytnim szacunkiem zwarzywszy na jego zachowanie większość się zastanawiała kto ma więcej rozumu on czy worek młotków. Dallila z Josukim mało nie wybuchli śmiechem gdy on zamiast jak przypuszczali uderzyć o stół, spadł z wielkim łomotem na podłogę. Miny pozostałych dodawały im dodatkowego powodu do śmiechu.
-A już myślałem ,że nic ciekawego nie będzie.- szepnął.
-Nom, ja też. Ale stary Murai rąbnął.- zachichotała cicho.
Stary don szybko się podniósł mamrocząc pod nosem
-Bezczelna młodzież...za moich czasów niedopuszczalne było takie zachowanie by młodzi wyśmiewali się z starszych.-
-Za twoich czasów to nawet koła nie było...- powiedział jakiś 17 letni szatyn,siedzący obok Aramisa i Ernisa. Dallila pierwszy raz go widziała, najwyraźniej Daiki też bo wyrwało mu się
-A ten to kto do cholery?-
-Lesada Murai...jestem wnukiem tego starego pryka co jebnął na ziemie.-odparł lekcewarząco.
-Lesada jak ty się wyrażasz !?Gdybym był twoim ojcem to już dawno dostałbyś chłoste.-powiedział Don Sesyl.
-Już się boje....O jeny jej dziadziuś atakuje...Trzymajcie mnie bo zejdę.-
śmiał się nie wzracając uwagi ,że wszyscy patrzą na niego z niesmakiem.
-Doprawdy co za chamstwo.-powiedziała Dallila upijając trochę zawartości szklanki.
-Co maleńka nie widziałaś nigdy Bad Boya?- wyszczerzył się.
-Chyba takiego wieśniaka.-odparła
-Wrau ktoś tu jest ostrą laleczką...Coś mi mówi ,że chciałabyś sprubować Wielkiego Lesady.-
-Łe...Nawet patykiem nie tknęłabym takiego...takiego typa. A po za tym koleś zwolnij wodze bo chyba nie wiesz gamoniu do kogo się zwracasz.-
-Ależ naturalnie ,że wiem. Do laleczki która ma nieźle gadane...-
-Co za prostak....- powiedzieli co niektórzy z obecnych.
-Zakała rodu Murai...-
-Teraz to przesadził do córki Ojca chrzestnego...-
Zrobił zaskoczoną minę
-C...c...córki Oj...ojca chrzestnego?- jąkał się
Ernis z Aramisem rzucili mu spojrzenie z cyklu
"No to bravo, zrobiłeś z siebie debila na dodatek na naradzie. Bravo Lesada."
Spojrzał na nich zażenowany i wściekły
-Czemu do cholery nie powiedzieliście ,że ona to "Lilja"?!-
-Bo nie trzeba być geniuszem by domyślić się kim ona jest.-
Invesi patrzył zdziwiony na tą scene sam nie umiał ocenić co to w ogóle miało być. Doszedł do wniosku ,że młody Murai jest jeszcze gorszy niż jego przodkowie. Heh, co za totalna żenada...i pomyśleć ,że tacy wogóle żyją.
-Lesada radzę ci się uspokoić albo wyjdź i nie przeszkadzaj.- powiedział na razie spokojnie.
-Lepiej zamilkne..-odparł nie podnosząc wzroku.
-Byłoby to bardzo porządane...-szepneła Dallila.
Ojciec na nią spojrzał, natychmiast zamilkła.
-Jak już mówiłem za nim wydarzył się ten incydent. Moja decyzja powinna być dla wszystkich jasna. Damy pole do popisu młodym, ale naturalnie wyślemy z nimi soldattich i cyngli, młodzi muszą się uczyć.-


"To jest jakaś Totalna Porażka..." pomyślała Dallila obserwując ulice na której po prostu wiało nudą...Podsumuwując można rzecz ,że to tak jakby była sama.
-Heh, naturalnie mi dostał się najspokojniejszy i najnudniejszy sektor.- powiedziała siadając na dachu. -Tatko oczywiście nie pozwoli mi na jakiekolwiek narażanie się.-dodała po cichu. Wpatrując się w spokojną ulice, aż za spokojną...z swojego punktu wyraźnie wszystko mogła widzieć i słyszeć. Nie miała pojęcia ile mineło czasu gdy najpierw poczuła a potem zobaczyła niezbyt mile widzine osoby.
-Hmm...mieszane, tak? O to ich plan kundel+bękart?- szepnęła po cichu wstając i podchodząc do krawędzi by móc usłyszeć o czym rozmawiają. Nagle poślizgnęła się i o mało nie spadła z dachu, ale poczuła ,że ktoś ją w porę złapał w pasie. Przełknęła śline, bała się że była tak nie ostrożna i "Solaris" ją wykryło.
-Ostrożnie...szkoda by było gdyby coś ci się stało.- usłyszała
-Co t-ty tu robisz?- spytała zdziwiona. Po kim jak po kim ale po Ernisie nie spodziewała się.
-Śledzę tamtych dwóch, a po za tym to niepozwalam ci popełnić samobójstwa...-uśmiechnął się.
-Bardzo śmieszne. Ale tak czy siak dzięki.-odpowiedziała lekko unosząc kąciki.
-Naprawdę nie ma za co.- uświadomił sobie ,że nadal trzyma ją przyciśniętą do siebie. Zarumienił się, oddechnął z ulgą ,że jest odwrócona tyłem i nie widzi jego rumieńców....nie nie chodziło mu tylko o to bał się tego co mógłby zobaczyć w jej oczach. Bał się ,że zobaczy ten wzrok którym traktowała chłopaków którzy nie mieli u niej żadnych szans. Takim wzrokiem który rzuciła na Lesade. Uwolniła się z jego uścisku i popatrzyła mu w oczy, uśmiechnęła się
-Dziękuję. Mało co a zawaliłabym misje i roztrzaskała sobie twarz.-
Uśmiechnął się zauważywszy ,że nie patrzy na niego tak jak na Lesade.
-Nie ma sprawy. Heh balet ćwiczyłaś?- odparł tym swoim zwykłym tonem.
-Chciałbyś.-odparła
-Może...-
Nagle ucichli bo usłyszeli ,że ci z dołu o czymś gadają.
-To jeszcze raz...tu ma być ten przemyt?-
-Podobno tak...ciekawe czy wampy coś przeczuwają...-
-Pewnie tak..dlatego być ostrożnym.-
Dallila się uśmiechnęła
-No to robimy zasadzkę.-szepnęła do Ernisa. A sama kiwneła na soldatti by się zakamuflowali. Zeskoczyła na dół...Postanowiła być przynętą.
-Co to było?-
-Pewnie kot.-
Ernis pokiwał głową jakby chciał powiedzieć ,,nie,, i zeskoczył w ślad za nią.
-Hmm coś tu te koty są bardzo aktywne...- powiedział pod nosem lykan. Ernis stanął tuż za Dallilą, przytrzymał ją widząc ,że ona chcę być przynętą.
-Co ty robisz?-szepnęła
-Ratuję ci cztery litery.-odparł biorąc ją za rękę i ostrożnie prowadząc do punktu obserwacyjnego tak by tamci nic nie zauważyli.
-Puszczaj! Nie potrzebuję twojej pomocy...-
Uniósł jedną brew, spojrzał na nią. Księżyc delikatnie muskał go swoim światłem...nagle podniósł głowę w kierunku jednej z bocznych uliczek. Cholera! Słyszał ich przyszpieszone kroki.... Nie wiele myśląc szybko otwarł pierwsze lepsze drzwi, wepchnął do środka Dallile po czym sam wszedł do środka. Oboje przycisnęli się do drzwi. Kroki po drugiej stronie ustały...Serce waliło im jak młot, czuli to ,że tamci są tuż tuż po drugiej stronie drzwi...
-Ygr, Ygr...tutaj bardzo mocno jedzie wampozerami....- zawył lupin do łowcy.
-Szybko, na piętro!-powiedział Ernis ciągnąc Dallile za rękę.


piątek, 1 listopada 2013

Wpadka łowców


Soichiro siedział przy swoim biórku i pisał w zeszycie.
"Miałem czyste serce i lat tak nie wiele,
Przyszłaś, spojrzałaś i serce mi zabrałaś,
Wiedziałem przecież ,że człowiekiem być nie możesz,
Sam nie wiem czemu patrzyłem
W niebieskie oczy twe,
Uległem, twoim sługą się stałem,,
Nie zauwarzył ,że Eizo i Akinori patrzą mu przez ramię na zeszyt.
-Młody o kim to?- spytali.
-O nikim, mam tylko takie natchnienie...-skłamał wiedząc ,że oni są zbyt głupi by skapczyć się ,że kłamie.
-Aha. Mały idziesz z nami Hikaru dał nam cynk ,że koło jego sektoru pałęta się kilka arystokratycznych sukinsynów?- odparli pytając go.
Znów w głowie usłyszał Dallile ,,Idź z nimi,,
-Tak, pójdę z wami może być ciekawie.-
Wzieli tylko pistolety i ruszyli.  Soichiro był w szoku, był całkowicie pewien ,że tam zaraz przy klubie widzi Dallile i jeszcze jednego wampira. Obserwował ich z dachu, nagle Eizo klepnął go w plecy i szepnął -Te niezła dupa...Szkoda ją zabijać...ale tego fagansa przy niej to już nie...-
-Idioto, myślisz że ją zabijesz? Przyjrzyj się dokładnie kto to jest.- warknął Hikaru. Akinori z Eizem wytężyli zwrok dosłownie szczeny im opadły.
-Ona to z SBN...cholercia...a on to ten no wamp-gwiazdor...- syknął Hikaru patrząc na wampiry z wielką nienawiścią.
 Soichiro czuł ,że ona zauwarzyła ich obecność, widział jej ruchy ust gdy mówiła do tamtego. Przeklęty mały zasięg! Nic nie mógł usłyszeć, ale wyraźnie widział jak jej towarzysz się uśmiecha. Akinori i Eizo staneli trochę dalej od Soichira i Hikara, z wielkim zainteresowaniem patrzyli na Dallile. Tak, oni dwaj to typowe przykłady buraków, myślą tylko o jednym.
-Zazdroszczę tamtemu sukinsynowi...on ma pierwszorzędne widoki.-
-Nom, ty lepiej spójrz na jej tyłeczek.-
-E tam tyłeczek, brzoskwinie lepsze.- obaj nie zdawali sobie sprawy ,że Soichiro i Hikaru ich słyszą dlatego też byli zdziwieni gdy ten ostatni na nich wyskoczył z japą.
-WY Debile! Nie jesteśmy tu byście mogli oglądać jej tyłek czy cycki! Jesteśmy tu by zaplanować jak ich zabić albo chociaż złapać!-
-Eeee Hikaru?! Czy ty wiesz ,że oni mają dobry słuch. I zapewne cię teraz usłyszeli...-powiedział Soichiro. Hikaru był teraz aż czerwony ze złości -To wszystko przez was, idioci! Debile! Ćwoki!- pieklił się wymachując na nich pięściami.
Dallila i Josuke mieli z nich niezły ubaw, naturalnie wszystko słyszeli. Do łez ze śmiechu doprowadził ich Hikaru swoją złością. Josuke poraz kolejny spojrzał na nią i uśmiechnął się w duchu, w jednym się zgadzał z tamtymi półgłówkami rzeczywiście miał na co patrzeć, ale najbardziej interesował go jej charakter, przez tą godzinę stwierdził ,że nie tylko jest ładna ale i fajna, a nie taka jak tamte co się nic tylko w niego wgapią i ślinią jak psy. Oczywiście wiedział ,że ona jest jego fanką...o tak wcześniej dokładnie o nią wypytał Debricka.
-Z kim ja muszę pracować i za co?- warknął nadal wściekły Hikaru spuszczając na sekundę zwrok z wampirów. I ta sekunda wystarczyła by Dallila,Josuke, Debrick i Daiki wraz z liczną grupą cyngli i sordatti mogli szybko wejść na dachy otaczających ich budynków. Kainici zakamuflowali się. Po kilku ostrych słowach łowcy spojrzeli tam gdzie wcześniej była Dallila z Josukim.
-Gdzie oni do cholery są?!-
-Pewnie wleźli do środka.-
-Nie, to byłoby zbyt proste...Coś mi tu nie gra.-
-Ale co?-
-Tego właśnie nie wiem.-
W tym czasie wampiry zacieśniały swój krąg, nadal się nie ujawniając, wykorzystywały jedną ze swoich zdolności stopniowo zabierali łowcą energię.
-Ej Hikaru, ale się dziwnie czuję mam wrażenie ,że zaraz padnę na ryj.- powiedział Eizo opierając się o jedną z anten.
Hikaru też czuł się jakoś tak zmęczony, co było dość dziwne ,bo nie dawno się zdrzemnął. Kainici wyczuli ,że oni nie są jeszcze tak słabi ,że nawet broni nie podniosą, ale się pokazali wszyscy trzymali pistolety wymierzone w łowców. Dallila siedziała na dachu małej komórki na dachu blokowiska, brała udział w zabieraniu energii.
-Skurwiele...-syknął Akinori
-Ta mała dziwka z SBN musiała to zaplanować!!!?- syknął Hikaru.
-To pewnie ona siedzi na tej komórce...- dodał Eizo. Cała trójka spojrzała na Soichira, któremu nic się nie działo... mało tego stał razem z cynglami wampirów z wymierzonym w nich pistoletem. Dopiero teraz zrozumieli ,że on został przemieniony...
-Oż ty zdradziecka gnido!- sykneli do niego. Soichiro nic im nie odpowiedział tylko razem z resztą spojrzeli na Dallilę, która widząc ,że czekają na jej decyzje zeskoczyła i znalazła się przy nich.
-"Lilja" jaka jest twoja decyzja?- spytał Debrick
-Ja uwarzam ,że trzeba zostawić ich przy życiu. Ponieważ wystarczy na nich spojrzeć by zauwarzyć ,że to łowcy z "Solaris" i mogą nam się sprzydać, rozumiecie o co mi chodzi?-
-Raczej tak i popieramy.- odparli jej Daiki i Debrick.
-No to git.-
-Co zrobicie z nas swoich sługusów?- spytał Hikaru.
-O tym już nie ja decyduję.- odparła im.
-A kto?-
-"Żarłacz"-
Przełkneli ślinę bo uświadomili sobie ,że jeśli to co słyszeli o nim okaże się prawdą, to już po nich. Dallila wyczuła ich strach postanowiła ich jeszcze trochę postraszyć, bo wiadomo ,że jak ktoś się boi to siedzi cicho.
-A i nie byłabym taka pewne czy "Żarłacz" każe was przemienić...-
Powiedziawszy to odsuneła się na bok by cyngle mogli ich skuć, zasłonić im oczy i zabrać.
Gdy tamtych wsadzono już do vana, Josuke podszedł do Dallili i powiedział
-Fajnie było, ale ja muszę lecieć zaraz mam wywiad. Więc jakby co tu masz mój numer...papa.- podając jej kartkę z uśmiechem i zeskoczył z dachu.


"Solarisów" umieszczono w celi. Ale nie w jakieś tam obrzydliwej z zielonym śluzem na ścianach, zamknięto ich w celi którą gdyby nie pilnujący ich wampir i okno bez klamki mogłaby być normalnym pokojem. To ich zaskoczyło bo myśleli ,że umieszczą ich zabitej dechami zgniłej dziurze. Ale mimo wszystko było to więzienie, które miało tą samą atmosferę co każde inne pudło. Tą samą przerośniętą nienawiścią, niepewnością a nawet strachem, po za tym i tak jak wszędzie istniała bariera która ich ograniczała, a w tym przypadku to strażnik i pole siłowe. Sami nie wiedzieli ile ich już tu trzymają...może dzień, może dwa, a może już miesiąc? Czuli się zbici z tropu tym ,że do tej pory nikt nic od nich nawet nie próbował wyciągać. Nagle drzwi otworzyły się i do środka wszedł "Żarłacz" wraz z "Lilją", "Animalem" "Młotem" i z "Eistainem" (czyli z Hiroshim). Debrick , Dallila i Daiki staneli przy drzwiach, a ich ojcowie podeszli do więźniów.
-Usiądcie.- powiedział "Żarłacz". Ani jeden z zatrzymanych tego nie zrobił. Na twarzy Hiroshiego już zaczeła malować się złość.
-Co głusi jesteście?! Siadać powiedział!-krzyknął.
Dopiero wtedy usiedli.
-Nic wam nie powiemy!- zaparli się.
-Dobrze, a zatem...Dzieciaki.- powiedział pstrykając palcami Invesi. Cała trójka w gmieniu oka była już tuż za swoimi ojcami. Wysuneli kły i spojrzeli na łowców z apetytem. Tamci głośno przełkneli śline.
-To jak będzie gadacie, czy chcecie posłużyć za przystawkę dzieciakom?-
Milczeli, patrząc na Invesiego i Rousaiego z zaciętością na twarzy.
Dallila oblizała swoje kły i się trochę przybliżyła razem z kuzynami do jak przypuszczała do przyszłego jedzonka.
-Ja zaklepuje tego...widać po nim ,że ma dobrą krewkę.- powiedziała do kuzynów pokazując głową na Hikaru.
-No czuć to od niego...ech co za pech on ma BRh+.- odparł Debrick rozumiejąc co kuzynka próbuje zrobić.
-Nom, ech no to bracie musimy go sobie odpuścić a zajmiemy się tamtymi bo mają ARH+ i ARH-. -dodał Daiki też skapczywszy się o co jej chodzi.
-Dzieciaki!-krzyknął Invesi
-Ale tato, oni nie chcą nic mówić więc po co ci oni...a my zrobimy z nich pożytek.-odpowiedziała stając za plecami Hikaru. Chłopaki poszli w jej ślady stając za Eizem i Akinorim. To wszystko było cześcią jej planu. Chciała ich nastraszyć by w końcu zaczeli gadać. Ojciec zauwarzył o co jej chodzi i nic się nie odezwał.
-Jak łatwo gubi sens kto prawa nocy oddać chce dniom. Otuli cię tu mrok. Napawaj się ciemnością. Aż upijesz się nią ,uwierz w noc...- wyrecytowała trochę tekstu piosenki, zbliżyła się tak jakby napradę chciała go ugryź.
-STOP! No dobra możemy pogadać!- wykrzykneli chórem. Dallila się roześmiała i powróciła za plecy ojca szepcząc do niego
-Wiedziałam ,że zadziała.-
Daiki z Debrickiem puścili tamtych i staneli za swoim ojcem.
-Więc tak co do cholery miała znaczyć ta nie uzasadniona rozruba na naszym terenie?-
-Nooo eee łapankę.-
-Ilu was jest?-
-A co was to?-
-Dzieciaki, czy mogłybyście...?-
-Naturalnie, że tak.- odpowiedzieli i znów staneli przy więźniach.
Dallila nachyliła się nad Hikaru znowu udając ,że chce go ugryź i powiedziała do niego.
-Ale z was durnie...Jak nic nie powiecie to po prostu zginiecie...a jak co nie co wyjaśnicie to dostaniecie nowe życie.-
-Ok, juz będziemy mówić...-
-"Lilja" "Młot" "Animal"-
odsuneli się od nich ale zostali za nimi jakby znów się zacieli.
-Ok.1000.-
-Jakie macie wpływy?-
-45% w mieście.-
-Czy przetrzymujecie kogoś z nas?-
-Tak, jest ich 4.-
-Pracowaliście nad czymś?-
-Nad nową bronią.-
-To tyle. Dzieciaki zadbajcie o ich przemiane.-
-Możesz na nas liczyć.-odparli podchodząc do przyszłych cyngli.
-Tak jak się umawialiśmy chłopaki.-powiedziała Dallila podchodząc do Hikaru.
-No kto by pomyślał...Uwierz w noc To ona cię przywiodła tu. Powieki zamknij jak do snu. To w niej dopełni się twój los.- powiedziała do niego szukając na szyji najlepszego miejsca na wgryzienie się... jest znalazła! Wgryzała się powoli, tak jak przy Soichiro przemiana się udała. Dotknęła potem jego nadgarstka pojawił się czarny tatuaż w kształcie dynamitu.
-Heh, cyngiel z trudnym charakterem, którego łatwo wkurzyć.- powiedziała do ojca.
-Bravo, córuś. To dowodzi ,że jednak przykładałaś się do lekcji.-
-nom. A jak?-
,,Nowi" spojrzeli po sobie dopatrując w sobie zmian. Zauwarzyli ,że włosy im trochę pojaśniały i urosły. Byli na siebie źli ,że tak łatwo dali się podejść, takim małolatom. Dopiero teraz skapczyli się ,że to wszystko było podstępem wymyślonym przez tych nastolatków.
"Cholera! No cóż trzeba im przyznać ,że na intrygach to się znają." pomyślał Akinori.
-A tak z czystej ciekawości ile wy macie lat?- zwrócił się Eizo do nich ,gdy dorośli wyszli uznawszy ,że młodzi sobie poradzą.
-Ja mam 18, on 17 a ona 16.- odparł im Debrick
-Tysięcy?-
-Nie...-
-setek?-
-Nie..-
-Nie mówcie ,że macie tylko tyle.-
-Co coś się nie podoba?-
-Nie, tylko jestem zdziwiony. Bo jeście do cholery przebiegli.-
-Po prostu mamy większą inteligencje niż ludzie czy kundle.- odparł Debrick. Dallila nie zamierzała brać na razie udziału w tej wymianie zdań. Patrzyła na nowych cyngli a intuicja jej podpowiadała ,że nie powiedzieli im wszystkiego. Wydawało jej się ,że chyba tylko ona to zauwarzyła, postanowiła ,że wyciągnie z nich prawdę.
-Nie powiedzieliście nam całej prawdy.- powiedziała przeszywając ich wzrokiem.
-Powiedzieliśmy wam wszystko co wiemy.- odparł Hikaru
-Czyżby?- powiedziała spojrzawszy jak tatuaż mu się zaczerwienia i jak on zgina się z bólu.
-Co do cholery?!- syknął
-Oj, chyba zapomnieliśmy wspomnieć ,że jak nam skłamiecie to nie tylko tatuaż zmieni barwę ale też przeszyje was ogromny ból...prawda kuzyni? To jak powiecie prawdę czy chcecie się zwijać?- dodała uśmiechając się złośliwie oraz z nonszalancją wystukiwała rytm palcami o blat stołu.
-Oż ty mała...-nie dokończył bo przeszyła go kolejna fala bólu.
-Długo mamy czekać?- spytał Daiki patrząc na nich ze złością ,że śmią zatajać prawdę przed nimi....
-Wiecie co lepiej przesłuchajmy ich osobno, rezultat bedzie lepszy.- powiedział Debrick -Ja chyba wezme tego cwaniaczka...- dodał.
-Hm...kuzynku to ja go przemieniłam więc jakby znowu zaczął cwaniaczyć to będzie tego bardzo żałował, ale prosiłabym cię byś go razem ze mną przesłuchał.- powiedziała Dallila.
-A ty Daiki wracaj do domu, wiem że tylko na to czekasz.- mrugneła do drugiego kuzyna. Daiki uśmiechnął się i odparł
-Dzięki ,że rozumiecie. To ja lecę, powodzenia i papatki.-
Debrick pokiwał głową na dwóch soldatti przy drzwiach i kazał im tamtą dwójkę dać do osobnych cel i dobrze pilnować.
Gdy zostali wyprowadzeni. Dallila wymieniła z Debrickiem spojrzenie z cyklu "Kto będzie dobrym a kto złym gliną?"
"Ty kuzynku jesteś ostrzejszy więc ty."
Po uzgodnieniu roli usiedli naprzeciwko Hikaru.
-Nie mam najmniejszego zamiaru puścić pary z ust.-
-Dobra, ale niech to będzie dla ciebie przestroga.- powiedział Debrick przywołując u przesłuchiwanego nadwrażliwość na światło.
Dallila klasneła i rolety się podniosły wpuszczając do środka światło słoneczne prosto na Hikaru. Chłopak przygryzł wargi i zacisnął pięści, piekła go cała skóra. Sukinsyny! Myślą ,że mają nad nim jakąkolwiek władze?
-Wiesz ,że to nie byłoby konieczne gdybyś mówił prawdę?- powiedziała spokojnie Dallila.
-Nie mam zamiaru być jak ta zdradziecka gnida!-
-Heh, czy ty naprawdę chcesz cierpieć? Chyba ,że lubisz ból to nie ma sprawy...ale nie wyglądasz na masochistę.- dodała po chwili.
-Bo nim nie jestem!!!-
-Słuchaj no układ jest taki gadasz co wiesz a my zostawiamy cię w spokoju, albo nadal cwaniaczysz i zbierasz baty...masz wybór.- powiedział Debrick.
-Radziłabym ci mówić...bo my mamy kilka sposobów by wyciągnąć prawdę.- dodała Dallila.
-Jedne są przyjemne..np. rozmowa...a inne nie..a mi to naprawdę kolo zwisa czy będę musiał przystawić ci pistolet do łba byś zaczął gadać czy rozkazać soldattim cię rozszarpać...-powiedział obojętnie Debrick. Hikaru uciekał wzrokiem wiedział ,że będzie na siebie wściekły ,że im jednak to powie...wizja śmierci za bardzo go przerażała on musiał żyć! Choćby po to by odnaleźć Niki!
-No dobra... Jest nas ponad tysiak, tak około 5 waszych robi za zakładników, ostanio badaliśmy nową broń na was, a przy następnej pełni razem z wilkołakami was zaatakują...będą chcieli pochwycicić dziecko dona z każdego klanu i żądać waszej uległości zamian za oddanie dzieciaków....pełno patroli jest przed "Pellinem" obok ulic na których macie wpływy i szykują na was zasadzkę gdy będziecie przemyczać dragi...- powiedział to praktycznie na jednym oddechu.
Dallila z Debrickiem spojrzeli po sobie i wymienili uśmiechy.
-Trzeba było tak od razu a zaoszczędziłbyś sobie tych obrażeń.- powiedział Debrick.

śmietanka towarzyska.


-Heh, nienawidzę jak jacyś dorośli faceci, uwięzieni w nastoletnich ciałach tak się na nas gapią .- szepneła Dallila do swojej koleżanki.
-Lilja, nie tylko dorośli, ale w naszym wieku też się na ciebie gapią. A po za tym co się dziwić jak jesteś w takiej kiecce.-
-Ann, na nas.-
-Na ciebie.-
-Nie.-
-Tak.-
-Ann, ma racje. Oni się lampią na ciebie.- powiedział Ernis mierząc co niektórych wściekłym spojrzeniem.
Po sali rozległ się dźwięk zapowiadający ,że podano do stołu. Dallila usiadła obok swego ojca i Debricka, dalej był Daiki, Ernis, Brian. Niestety Ann siedziała po drugiej stronie sali. Gospodarz się podniósł, uniósł kieliszek do góry i powiedział.
-Dziękuję wszystkim za przybycie. Chciałbym znieść toast za Capo di tutti cappi Kenjego "Żarłacza" Invesiego i za całą jego rodzinnę. Wiem ,że większości się nawet nie śniło poznać osobiście ,,Szkarłatnych Buntowników Nieba.,, wiem też ,że wypadało by ich przedstawić, bo wszyscy o nich słyszeli i znają ze słyszenia.-
Kenji uśmiechnął się i kiwnął jakby dawał mu przyzwolenie na to.
-"Lilja" , "Młot" i "Animal".- cała trójka słysząc swoje ksywy uniosła kieliszki z krwią do góry i wypiła.
Po zjedzeniu wystawnego jedzenia, gospodarz odezwał się.
-Młodych prosimy o przejście do sali balowej, a my dorośli obgadamy interesy.-
Dallila wstała nie oglądając się za siebie. Strasznie denerwowały ją te wszystkie spojrzenia, miała tego dość. ,,Chcę być jak Tera. Normalną kainitką bez żadnych pieprzonych obowiązków." pomyślała. Wyszła z sali. Uśmiechnęła się na widok swoich koleżanek, natychmiast do nich podeszła.
-hejka.- powiedziała
-cześć, Dallila.- odpowiedziały.
-Co tam u was?-zapytała
-U nas nuuudy. Nie mamy co robić...-
-Heh, zazdroszczę.-
-A u ciebie?-
-Jak zwykle to samo.-
Nagle jej koleżanki zrobiły minę jakby nie wiadomo co się stało. Dallila odwróciła się i zrozumiała ich reakcje. Josuke znany przez wszystkich gwiazdor zmierzał w ich kierunku. Tak, Dallila także jest jego fanką. Niebyło po niej widać tego co działo się w wewnątrz jej, mało by brakowało a zaczeła by piszczeć jak reszta. Była w wielkim szoku gdy stanął przed nimi. W prawdzie poznała już większość sław, ale przy żadnej nie czuła się aż tak onieśmielona.
-Siema, jestem Josuke Suya.
-Hejka, jestem Dallila Invesi.- starała odpowiedzieć na luzie.
-Miło mi, zawsze chciałem poznać dziewczynę, która po mistrzowsku potrafi zmylić łowców.-powiedział uśmiechając się.
-Mi również. Przesadzasz to nie jest mistrzowskie.- odpowiedziała skromnie.
-Wiem co widziałem, "Liljo". I wcale nie przesadzam.-
-W takim razie dzięki.-
-Jestem brudny?
-Nie.
-Czy to sukienka od Giorgia?
-tak, a twój garnitur to zapewne Gianni.
-Dokładnie, eee czy z nimi wszystko ok?- powiedział pokazując na jej towarzyszki.Dallila też spojrzała na nie. Przeżyła szok co one do cholery odwalają?!
-Naj widoczniej nie...
Nagle usłyszała ,że ją wołała ojciec.
-Widzę ,że musisz iść...no cóż mnie też ojczulek wzywa... pewnie się jeszcze kiedyś spotkamy. Więc do zobaczenia.-
-Do zobaczenie.- powiedziała odchodząc. Była zła na ojca ,że akurat teraz jak rozmawiała z Josuke musiał ją wołać.

Niepokój.


Pięć osób siedziało w bardzo oświetlonym pokoju patrząc na radary, z wielkim niepokojem. Hikaru był na patrolu, ulżyło im widząc migającą kropkę oznaczającą jego, a byli zaniepokojeni bo stracili sygnał Soichira...jak zwykle w takich sytuacjach przeczuwali najgorsze, ale jednak nadzieja się w nich jeszcze tliła. Nie mogli pozwolić sobie na straty, teraz gdy nadchodziło wydarzenie pobudzając wszystkie wampiry. Musieli być czujni. O braku sygnału nie powiadomili jeszcze generała, bo wiedzieli jak to się dla nich skączy ,gdy powiedzą mu ,że nie ma znaku od jego ulubionego młodego ucznia. Generał wpadłby w szał, a to byłoby wielce nie pożądane.
-No to mamy w dupę...stary i tak się zaraz skapczy ,że nie ma jego najzdolniejszego ucznia...-powiedział mężczyzna ok. 17 lat wpatrując się w monitor.
-Ech, wszyscy dobrze wiemy ,że on to wcale nie był taki świetny, a staruszek faworyzuje go dlatego że z jego mamuśką ekhmr...- dodał drugi 17-latek chrząkając na końcu znacząco. Obaj wymienili znaczące uśmieszki. Kobieta, która słyszała ich rozmowę przewróciła oczami i powiedziała do nich z wyrzutem.
-Zachowujecie się jak niedojrzałe bachory. Takie zachowanie..wstyd. Nie dziwiłabym się gdyby tak zachowali się maluchy...ale wy? Macie już swoje lata Eizo, Akinori.-
Chłopcy zgubili swoje irytujące uśmiechy na krótką sekundę, po czym wypalili.
-Oj tam, oj tam...Izai, za to ty masz powagę 40-latki, którą nigdy nie będziesz. Wrzuć czasem na luz nie zawsze musisz być taką sumienną 25-latką....-
Izai obrzuciła ich piorunującym wzrokiem, rzuciła im jakieś papiery na biórko i odchodząc rzuciła
-Szef chce mieć to na wczoraj...więc radzę wam się spieszyć z papierami a nie obgadywać życie prywatne szefa.-
Wtedy w drzwiach stanął Soichiro, bał się by nie zauważyli kim został. Serce go bolało,że zdradza swych kumpli i innych, ale musiał wykonać polecenie obecnej jego pani. Ból stopniowo narastał wewnątrz niego. Do jego teraz bardziej wyczulonych uszu doszedł dalsze urywki rozmowy Eiza i Akinoriego. Spojrzał na nich gniewnie, kogo jak kogo ale ich pierwszych wyda swojej pani i z rozkoszą popatrzy na ich tortury. Spojrzał po wszystkich, w końcu usiadł przy okrągłym stole. Wyciągnął rękę po ciastko zbożowe. Zobaczył na obie zdziwione spojrzenia. ,,A no tak wcześniej nie tknąłbym tego...ale teraz mam jakąś nagłą potrzebę na zdrową żywność...A przypomniałem sobie, przecież wampiry lubują się w takich.,, pomyślał.
-Soichiro! Chodź tu do mnie chłopcze.- zawołał go generał.
Soichiro przełknął ślinę i poszedł za generałem. Gdy znaleźli się w gabinecie generał zaczął.
-No i jak? Misja wykonana?-
Soichiro zastanawiał się co powiedzieć, Botan Ragno odkąd pamiętał był dla niego jak ojciec, którego nigdy nie miał. Nie, nie mógł go okłamać ani zdradzić mu prawdy...Naprawdę miał dylemat. W głowie usłyszał głos Dallili.
,,Hmm, no to mamy problem. Wyczuwam ,że on to twój autorytet...nie możesz mu powiedzieć ani słowa o tym ,że mnie spotkałeś. Powiedz ,że polowałeś na nas...spokojnie tatuaż zmienia barwę gdy kłamiesz kainitom a nie łowcą.,,
,,Mówisz jakby to było takie proste. On mnie wychowywał, on zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny.,, pomyślał.
-Soichiro, stało się coś?- spytał zaniepokojony generał.
-Nie tato, yyy to jest generale.-
-Spokojnie. Przecież wiesz ,że jesteś dla mnie jak syn.-
,,Wiem i tym bardziej mnie boli to co robię.,, pomyślał nie patrząc mu w oczy. Botan usiadł na swoim fotelu, cicho westknął i patrząc wprost na Soichira.
-Mówię ci poraz kolejny ,że jesteś dla mnie jak syn, którego nigdy nie miałem i wiedz Soichiro, że mi możesz powiedzieć absolutnie wszystko.-
,,Wszystko z wyjątkiem tego ,że stałem się cynglem "Lilji".,,
-Goniłem kainitkę południową, ale mi uciekła...a poza tym jej cyngle mnie rozbroili...-
-To dziwne, oni nikogo z nas nie zostawiają przy życiu. A szczególnie
"Szkarłatni Buntownicy Nieba" coś mi tu śmierdzi.-
-Też byłem z szokowany.-
-Mój drogi chodzą pogłoski ,że wampiry mają mieć jakieś spotkanie towarzyskie...-
-Bujda, puszczona przez nich by nas zmylić...- skłamał. Przed oczami stanął mu obraz "Lilji" z sarkastycznym uśmieszkiem i słyszał jej głos
,,No,no,no a jednak potrafisz przeistoczyć prawdę przed swoim autorytetem...Grzeczny chłopiec.,,
,,Co za ironia..Zabijałem ich cyngli i soldatti, a tu proszę no zostałem jednym z nich.,,pomyślał.

Prawdziwy przypał.


-Hej, podejdź no tu...nie zrobię ci krzywdy. Chcę tylko lepiej poznać twój smak.- szepnęła Dallila, przywołując palcem do siebie wysokiego białowłosego 17-latka.
-To naturalne i Bóg także tego chciał. Nie powinnaś się powstrzymywać. Przecież wiesz, prawda, ślicznotko?-powiedział jedną ręką dotykając jej jasnego kosmyka opadającego na twarz,a drugą trzymając w kieszeni swojego płaszcza. Dallila zdawała się nie zauważać tego, dotknęła palcem jego szyi i szepnęła
-Chyba strasznie chciałeś mnie zobaczyć skoro zapuściłeś się sam w te ciemne okolice...Jesteś głupiutki, żałosny i taki kochany.Daj mi prędko wtopić zęby w twoją smukłą szyję...-kontynuowała swoje słowne polowanie, po raz pierwszy zmysły nie powiedziały jej ,że to łowca. Soichiro zacisnął rękę na kołku w kieszeni. Ona była pierwszą kainitką którą spotkał, dotąd zabijał tylko cyngli kainitów. ,,Długie włosy,i śliczne oczy, które hipnotyzują mnie...Biała skóra...,,myślał bijąc bój z samym sobą czy przestać się jej opierać czy dalej trwać...Ja długo nie wytrzymam...,,pomyślał  widząc jej jasnoniebieskie oczy uporczywie wpatrywujące się nie tyle w niego co w jego szyję. Zauważył błysk jej kłów...Stop! Wbrew oczekiwaniom nie poczuł fali bólu, doznał za to miłego uczucia, którego się nie spodziewał.. ,,Ech, mam niestety słabą wolę...Nie wiedziałem ,że to takie przyjemne ,gdy kainitka gryzie...,, pomyślał wyrzucając z kieszeni kołek. Zaczął czuć ,że dzieje się z nim coś dziwnego...czuł jak wyżynają mu się kły, spojrzał na swoje ręcę, zobaczył ,że stał się blady tak jak ona, zrzucił z siebie płaszcz ,bo nagle przestał mu odpowiadać, poczuł też napływ nie znanej mu dotąd siły. Teraz już był pewien przemieniła go w jednego z nich.
-Masz rację chciałem cię zobaczyć....
-I pewnie zabić...?!
-Tak, taki dostałem rozkaz.
-Teraz już nie możesz...jesteś jak my a my potrzebujemy wolności...
stałeś się jednym z nas potrzebujesz cienia... krew teraz daje ci życie... porzuć i trzymaj się z dala od broni na nas, ale zostań tam nie ujawniając się...pomocny będziesz mi.- powiedziała Dallila wiedząc ,że teraz on jest dla niej nieszkodliwy.
-E a tak z ciekawości...czy prawo nie zabrania młodym kainitom przemieniania innych?
-Może i...ale nie które zakazy są by je łamać.-odpowiedziała dotykając jego nadgarstka. Na nadgarstku Soichiro pojawił się czarny tatuaż. Wzór tatuażu układał w się w nóż pośród róż.
-Hmm...waleczny i wierny. Takiego potrzeba do tego...-szepnęła patrząc na jego tatuaż.
-Co to?
-To, tatuaż. Potrzebny jest do tego bym miała pewność co do ciebie, jak skłamiesz to on się zaczerwieni...

Drzwi do ogrodu


Pastelowe światło spowijało pokoik na końcu korytarza, a za oknem widać było morelowe niebo i ozłocone pnie drzew. Chmury płynęły
przez niebo jakby koncert świerszczy je zwoływał by jak co wieczór żegnały zgodnym chórem słońce. Daiki wszedł do pokoju nie zapalając światła. Miał złe przeczucia.
,,A w sumie to zawsze mam złe przeczucia jak Debrick wzywa mnie do swojego pokoju.,,pomyślał siadając na krześle. Debrick powoli uniósł wzrok z nad gazety.
-O już jesteś bracie, musimy poważnie porozmawiać.
-Hmm?
-Bracie chciałbym się dowiedzieć co w naszym domu robi łowczyni...
-Kto?!
-Łowczyni...Daiki, jak mogłeś być tak lekko myślny...
-Ale o co chodzi?
-Ta kotka to łowczyni! Myślisz ,że czemu nic nie pamięta!? Ktoś ją na mnie nasłał, a ja postąpiłem z nią łagodnie, bo tylko wykasowałem jej pamięć...Więc bracie wiesz ,że ona po jakimś czasie przypomni sobie kim jest a to ,że tu ją gościsz jest dla nas bardzo niebezpieczne...
Daiki w miarę wypowiadanych przez Debricka słów oczy miał coraz większe. Przypomniał sobie w jakich okolicznościach ją znalazł, zrobił się czerwony na twarzy ze wstydu...
,,No tak. I znowu się zbłaźniłem...Mogłem się domyśleć...,, pomyślał.
Debrick zaplutł palce, zastanawiając się jak wybrnąć z tej sytuacji.
-Hmm, ona teraz śpi?-spytał z szatańskim błyskiem w oku.
-Tak, i znam ten wzrok...wymyśliłeś coś?-odparł Daiki.
-Mniej więcej...braciszku.Nie bez powodu Ojciec Chrzestny nadał mi tytuł Młota rodziny. Proponuje dla niej hmm może bierzmowanie.
Daiki nagle zbladł słysząc jego słowa, po raz pierwszy miał ochotę go zabić.
-Nie! Oznacza to morderstwo z pozostawieniem zwłok, pozorując samobójstwo...Nie zgadzam się! Nie i jeszcze raz Nie!- krzyknął Daiki.
Debrick zdziwiony tym ,że Daiki mu się postawił uniósł brew do góry.
-Coś ty powiedział?!
-Nie! Nie pozwolę ci na to!
-Bracie czyżbyś...?
-Może...
-Kumam, ale radzę ci nie gadaj przy niej nic istotnego, bo wtedy nie uratujesz jej już...-

(Plotki szybko się rozchodzą.)


 W starym opuszczonym budynku przetwórni dało się słyszeć niskie potężne głosy.
-Jesteś tego pewien?
-Tak sam to słyszałem.
-No to w mieście zapowiada się niezła jatka...
-No, mają być tam krwiopijcy z wszystkich stron świata.
-O! Zaciekawiłeś mnie Takai...
-Taką miałem nadzieję Hikaru.
Młody łowca wciągnął powietrze, nadal nie rozumiał czemu ten gość chciał  mu pomóc. Może jakieś porachunki z kainitami? Przecież wiadomo ,że oni zajmują się ciemnymi interesami....
-Hmm, może teraz Takai wyjawisz mi powód twej pomocy?
-Jesteśmy w tej samej sytuacji. Mi też zabrali wszystko co kochałem. Mówię ci oni są przebiegli...
-Zaciągłeś u nich długi?
-Nie. Pozwól ,że ci opowiem o co chodzi...-odparł Takai, zgniatając puszkę po piwie.
-Mój ojciec był z organizacji ludzkiej przeciw wampirom.Przegrał majątek w karty z jednym z kainitów. Gdy kainita przybył po swoją własność ojciec przegonił go, krzycząc ,że nie odda. Kainita wrócił następnej nocy z swoimi sprzymierzeńcami....Wybili całą moją rodzinę. Ja ocalałem bo akurat wtedy byłem na urodzinach kumpla.
-Twój ojciec źle zrobił....mafii, a szczególnie mafii wampirzej nie warto oszukiwać bo można przepłacić to życiem.-odpowiedział Hikaru Sai zapalając papierosa dla ukojenia nerwów.
Jego towarzysz przyjrzał mu się.
-ile ty masz lat?
-17, a co?
-I w tym wieku palisz?
-Tak,
-Pozwalają ci na to?
-A co ci do tego?
-Dużo, młodzież w tym wieku nie powinna palić papierosów...
Hikaru Sai, posłał swojemu towarzyszowi wrogie spojrzenie. Coraz bardziej go denerwował...Wysłuchiwanie kazań od kogokolwiek było ostatnią rzeczą jakiej w tej chwili potrzebował. Teraz potrzebował pełnej koncentracji, a nie gościa, który go rozprasza i wkurza na dodatek. Ale Takai, był mu jeszcze potrzebny...później albo sam się go pozbędzie, jak nadal będzie go wkurzał, albo zrobią to wampiry prędzej czy później.
-Ale ty wiesz,że oni nigdy nie zostawiają niedokończonego dzieła...
-Co?
-No, nie miałeś jakieś dziwnej przesyłki ostatnio?
-No,ktoś przysłał mi rybę...
-Już po tobie...
-Czemu?
-Sycylijski telegram....
-Co?
-Jeny jak ktoś z wampirów przysyła ci rybę to lepiej martw się o swoje życie...To oznacza,że nie długo pójdziesz spać z rybkami....
Takai głośno przełknął ślinę, przeżegnał się i powiedział
-Panie, miej w opiece sługę swego...
Hikaru przewrócił oczami i wypuścił dym papierosowy.
-Co to za reakcja?
-Normalna, koleś...
-Boże...
-Co? Coś nie pasi?

Interesy

(Interesy)
-Dobra...-powiedziała Dallila ciągle nie wierząc najnowszym niusom.
-Podobno miałeś do mnie jakiś interes, Aramisie Dwight...- dodała.
-Tak, ale wolałbym omówić to na osobności...-
-Wykluczone!-krzyknęli jednocześnie Ernis z Debrickiem
-No dobra...Spróbować zawsze można. Chodzi o to ,że mój ojciec zaprasza wasz klan na bankiet, na którym będzie chciał pogadać o interesach z twoim ojcem...Zgadzacie się?-
-To pytanie do mego taty, nie mogę podejmować decyzjii za niego.- odpowiedziała.
-Rozumiem...-
-Dziś jest on zajęty, ale jutro możesz przekazać mu zaproszenie...-
-Aha.-
-No,no,no...ciekawe czy ucieszy się na widok...-zaczął Ernis.
-mówię ci ,że tak. Jeszcze dziś mu powiem ,że się spotkaliśmy!-
-Dobra.-
-Dobra?! Tylko tyle!?-
-A co mam więcej powiedzieć?-
-Np.Że się cieszysz?!-
-No dobra. Cieszę się zadowolony?
 ***
Kenji siedział za biórkiem. Przyprowadzono do niego posłańca z północy. Wskazał gościowi gestem krzesło, sam zaś siedząc na swym szefowskim fotelu palił cygaro. Miał mieszane uczucia, o co też może chodzić?
-Więc z czym przychodzisz?
-Mam do przekazania zaproszenie od mojego ojca.
-Hmm, jakie zaproszenie?
-Na bankiet. Mój ojciec chce się spotkać w interesach.
-Aha. A nie mówił ci jakie to interesy?
-Nie, wspomniał tylko ,że ważne. Bardzo mu zależy na twojej obecności Markizie Invesi. Przyjmujesz zatem zaproszenie?
Kenji się zastanawiał ,,w interesach, tak?,, wypuścił parę kółek z dymu i odpowiedział cedząc słowa.
-Przyjmuję zaproszenie.
-Bankiet odbędzie się w villi rodziny Dwight ul. Louisa De Anatnoma 1785. Zaczyna się o godzinie 22.00 dnia 14.08 tego roku. Liczymy na waszą obecność. Dziękuję za wysłuchanie, dobrej nocy życzę.
-Dobrej nocy.-odpowiedział Kenji, gestem karząc służbie go odprowadzić do drzwi.

Zdenerwowany łowca

(Zdenerwowany łowca.)
-,,Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira
Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira
Mamy kielich by rozpalić ogień Jah
Gdy ja już wkrótce złapię je, wampiry
Jestem blisko, idę je podpalić

Ja, człowiek kroczący drogą jedności
Widzę kłopoty spadające na rastamana
Przysięgam, jeśli go złapie, zabije go na śmierć
Kłopoty nie mogą złapać rastamana

Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira
Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira
Mamy kielich by rozpalić ogień Jah
Gdy ja już wkrótce złapię je, wampiry
Jestem blisko, idę je podpalić

Prawdziwy rastaman
Nie kupuje, nie łazi z koszykiem
Prawdziwy rastaman
Nie bawi się w hazard
Prawdziwy rastaman
Nie bawi się karcianymi taliami
Prawdziwy rastaman
Zawsze skromny

Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira
Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira
Mamy kielich by rozpalić ogień Jah
Gdy ja już wkrótce złapię je, wampiry
Jestem blisko, idę je podpalić

Prawdziwy rastaman
Nie odpala na nich broni
Prawdziwy rastaman
Nie zrzuca na nich bomb
Prawdziwy rastaman
Nie zalewa się w trupa
Prawdziwy rastaman
Nie bawi się w hazard

Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira
Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira
Mamy kielich by rozpalić ogień Jah
Gdy ja już wkrótce złapię je, wampiry
Jestem blisko, idę je podpalić

Śpiewają, człowiek, Babilon
I zwalają wszystko na rastamana
Śpiewają, człowiek, Babilon
Zwalają wszystko na rastamana
Abdiaszu, Abdiaszu
Jah przysłał nas tu, by złapać wampira.,,- mówił do siebie tekst starej piosenki, łowca obserwujący ,,Pellin.,,. Zmarszczył brwii pociągnął nosem.
-Cholera! Za dużo ich tu! Plan legnie w gruzach!-pomyślał.
-Tu Sai, baza zgłoś się.- powiedział do krótkofalówki.
-Baza zgłasza się...-
-Za dużo ich! Sukinsyny musiały się skapczyć!-
-No, po porażce twojego lykana w pościgu za córką Invesiego i po ucieczce z bitki z synem Dwighta, dziwne by było gdyby nie poruszali się teraz grupami. Myśl Sai, myśl...-
-To nie moja wina gówniara ma zajebistą szybkość...-
-Sai,ona ma 16 lat. Jest tylko o rok młodsza od ciebie...-
-Ale to przez nią! W czasie bitki, gdy tamten sobie nie radził rzuciła granatem z jonami srebra!-
-Dziwne by było gdyby nie rzuciła! Myśl debilu!-
-Eee?-
-Boże, jaki tępak...swój broni swego..kpw?!-
-Aaa, to dlatego...-
-No, a znalazłeś już Niki?-
-Nie, po tym ataku na bratanka Invesiego, nie daje znaku życia.-
-Może nie żyje, on to akurat silny wampir...a ona ledwo co wyszkolona...-
-Sukinsyn...-warknął zrywając połączenie. Wyjął portfel, by znów spojrzeć na zdjęcie swoje i swojej przyjaciółki Niki.
-Kur*a. Dlaczego pozwoliłem jej iść samej na tą misje?-rozmyślał.
Do jego uszu doszedł krzyk zapowiadający polowanie wampirów na ludzi. Dobrze znał ten odgłos, wiele razy go słyszał. Ten wysoki, pełen nienawiści, chłodu, wściekłości mieszającej się z dziką rozkoszą chęci picia krwi wrzask, wywiercał dziurę w głowie...
-No i zaczęli, a ja muszę obserwować ten club i nie mogę ich zabijać...A w sumie to ciekawe co myślą śmiertelnicy to słysząc...?- powiedział wpatrując się w wejście do ,,Pelinu.,,  Czekał...dostał rozkaz by złapać polujące wampiry w tym clubie...ku swojemu nie zadowoleniu nie mógł ich zabić, miał przywlec ich żywych.
Hikaru Sai, ma 17 lat, został łowcom by zemścić się na wampirach.
Oni...znów zabrali mu bliską osobę...znowu. Najpierw rodzice...potem siostra...pierwsza miłość...a teraz przyjaciółkę. Hikaru nienalerzał do chłopców, którzy płaczą ale na wspomnienie bliskich pojedyńcze łzy popłynęły...
-Uważaj,bo krwiopijcy przylecą...łzy to też krew,ale duszy.- powiedział jakiś głos za nim.
-kim ty jesteś?-
-Możesz nazwać mnie sprzymierzeńcem...-
-Czemu chcesz mi pomóc?-
-Jak to mówią, lepiej pomagać mniejszym żmijom...-

to meet again. ponowne spotkanie.

(to meet again. ponowne spotkanie.<opowiada Dallila.>)
,,Pellin,,? Nie, wszędzie tylko nie tu... Rany, ostatni raz widziałam go zanim wyjechał do akademii, trochę to dziwne ,że z Debrikiem co rzadko kiedy go widuję jestem bardziej zżyta niż z jego bratem Daikim. Jak teraz na niego patrzę, to widzę ,że nic się nie zmienił to nadal jest ten sam Debrik. No może tylko trochę bardziej ma pragnienie niż kiedyś, ale on gada ,że to normalka, że niedługo też tak będę mieć... Stanęłam przy barze, chciałam zamówić sobie drinka, a najlepiej short-drinka. Ale wystarczyło jedno spojrzenie Debrika z cyklu ,,Ani mi się waż młoda, bo zobaczysz!,, bym porzuciła ten zamiar. Spojrzałam na niego, był otoczony dziewczynami. Ech, ten Debrik. Postanowiłam to wykorzystać by zniknąć mu z oczu. Miałam powód by to zrobić, bo nie cierpię być pilnowana jak dzieciak. A po za tym potem i tak go znajdę... Siedziałam sobie przy stole pokerowym i grałam o dość dużą stawkę, gdy nagle zza mnie odezwał się czyjś głos.
-Wiedziałem ,że cię znajdę jak będę szukał.-
,,Chwila, kto niby mnie szukał?,, pomyślałam odwracając się. Zobaczyłam Aramisa, no ładnie....
-O a ze mną zagrasz w rozbieranego pokera?-spytał widząc ,że gram.
-A wyglądam ci na taką?- odparłam
-Co boisz się ,że przegrasz?- zaczął mnie drażnić.
-Ja rzadko kiedy przegrywam. A mogę z tobą zagrać w normalnego pokera.- odparłam zgarniając sume.
-Ech, liczyłem na tamtą wersję...-
-Chyba nie sądziłeś ,że się na tamtą zgodzę...-
-No w sumie to miałem taką nadzieje, ale wiesz co mała? Jak ja wygram to coś od ciebie dostanę, a jak ty to masz u mnie jedno życzenie...Wchodzisz?-
-Wchodzę. A po za tym nie jestem żadna mała.-odparłam
Ech, trzeba mu to przyznać ,że jest nie łatwym przeciwnikiem. Cholera!Noż kur...po godzinnej grze muszę przyznać się do porażki...
Ech, pierwszy raz od wielu lat...no pięknie. Odeszłam od stołu, nagle poczułam ,że złapał mnie za rękę. Odwróciłam się do niego a on
-Chyba, nie próbowałaś mi uciec, co nie?-
Wtedy pojawił się znikąd Debrick. Zmierzył go wrogim spojrzeniem i powiedział cedząc słowa.
-Ekhm... Ta dziewczyna jest tu ze mną. Więc dobrze ci radzę, puść ją... Dwight.- Spojrzałam z szokowana na kuzyna, skąd on zna Aramisa?!
-Spokojnie Rousai... Ja tylko chciałem jej podziękować za pomoc.- odparł Aramis kładąc mi rękę na ramieniu. Strzepnęłam ją. Debrick przyjrzał mu się badawczo, po czym przeniósł wzrok na mnie.
-Jaką pomoc? Dallila?!-spytał
-Kundel go zaatakował, kiepsko sobie radził, rzuciłam granatem z jonami srebra. Kundel osłabł i uciekł...to było na tyle.- odpowiedziałam.
-No i znów się spotykamy, co nie Rousai?! A tak z ciekawości jesteś jej chłopakiem? Że tak wrogim wzrokiem mnie przeszywasz?- spytał Aramis.
-Nie. Jestem jej kuzynem...idioto.-odparł Debrick.
-Aha...W sumie to mogłem się domyślić. Nie wiedziałem ,że jesteś spokrewniona z nim.-
-Ty o mnie nic nie wiesz...-odpowiedziałam.
-Chciałbym to zmienić...- powiedział Aramis nie spodziewanie chwytając moją rękę i całując mnie w dłoń.
-Dwight! Masz jakiś interes? Jak nie to zabieraj dupę w troki!- zdenerwował się Debrick. Jak na niego spojrzałam miał już czerwone oczy. Kiwnął na kelnerkę, która przyniosła mu piwo. Oj, wniosek wysuwa się sam...Debrick nie lubi Aramisa. Ale za co? Tego się dowiem.
-A żebyś wiedział ,że mam interes.-odparł mu Aramis.
-Gadaj za nim się znudzę...-odpowiedział Debrick upijając duży łyk piwa.
-Nie do ciebie, Rousai. Mam interes do Dallili Invesi, o dużo mniej zarozumiałej niż nie którzy, córki bossa południa. Ja Aramis Dwight, syn szefa z północy, mam przekazać wiadomość do twego ojca od mojego...-
-Zamieniam się w słuch...-
-Nie tutaj, tu mogą być szpiedzy....-powiedział rozglądając się.
-To gdzie?!-
-Tam.-wskazał na piętro -załatwia się interesy...-
-Idę z wami. Nie zostawię jej sam na sam z tobą Dwight.- powiedział Debrick, upijając potężny łyk piwa.
-Daj spokój znasz mnie...- zaczął Aramis.
-No właśnie,znam cię...-odparł Debrick jakoś tak przyjemniejszym tonem. Aramis zaprowadził nas do jednego z wielu pokoi hotelowych...Nic nie mówiłam ale wyraźnie czułam, że ktoś nas śledzi. Szarpnęłam lekko Debricka za rękaw. Na szczęście on jest taki rozumny...Natychmiast skumał o co mi chodzi.Dał znak Aramisowi by nie zaczynał mówić tych informacji...podszedł do drzwi. Wyraźnie było po nim widać,że czuje kogoś za nimi...Otworzył je szybko, uderzając osobę po drugiej stronie. O mój boże!
-Ernis...-powiedzieli jednocześnie Debrick z Aramisem.
-Aramis...- odpowiedział rozcierając miejsce uderzenia.
-Witaj ziomek...-dodał po chwili.
-Nie ma to jak spotkanie po latach, co nie?- powiedział z złośliwym uśmiechem Aramis.
-Tak, jak tam twój yyy nie ważne co...?...-odparł równie złośliwie Ernis.

(family gathering. rodzinne spotkanie)


-Gdzie się ona do cholery podziewa?!- pieklił się na oko dwudziestoletni długowłosy blondyn.
-Spokojnie Kenji, Dallila to sprytna, aż za sprytna dziewczyna.- odparł mu niższy od niego o głowę platynowy blondyn.
-Wiem Hiroshi, wiem. Ale to moja jedyna córeczka... wciąż mam wrażenie ,że jest brzdącem....-
-Od kiedy ty taki no jak typowy ojciec?-
-Odkąd zdałem sobie sprawę ,że to teraz zbuntowana nastolatka...-odparł nerwowo zerkając na drzwi. W tym momencie do salonu weszła Dallila. Od razu zauważyła swojego ojca, podbiegła do niego i go przytuliła. Kenji, pogłaskał ją po głowie tak jak to robił gdy była mała.
-Dla takich chwil warto być ojcem.- powiedział do Hiroshiego.
-Rozumiem.-odparł.
-Przepraszam, za spóźnienie tatko.- powiedziała Dallila.
,,Ech, ona jest zbyt sprytna, w sumie odziedziczyła to po rodzicach. Kenji, przez moment był na nią zły, widać było ,że to zauważyła. I podbiegła by ją pogłaskał po głowie, ona dobrze wie ,że mu złość po tym mija.,, pomyślał Hiroshi przyglądając jej się.
-Cześć wujku.-powiedziała do niego.
-Witaj Dallila, co słychać?-spytał
-Nic, u mnie wszystko po staremu...-odparła,a w myślach dodała
,,Nic po za tym, że...a nie ważne.,, urwała przypominając sobie ,że
Hiroshi umie czytać w myślach.
-Debrik!-krzyknęła na powitanie kuzyna, podbiegła do niego.
-Dallcia!-Odpowiedział tarmosząc ją po głowie.
-Debrik, moja fryzura...-powiedziała tonem udającym pretensje.
-Przeprasiam kuzinećko..-powiedział udając ton dziecka.
-A gdzie tak długo kuzyneczka była?- dodał po chwili.
-Może ci powiem ,ale nie tu.-
-Kumam, tatusiowie usłyszą...To idziemy na taras?-
-Nom.-odparła. Wyszli na taras, Debrik oparł się o barierkę i zaczął się śmiać.
-Z czego rżysz?-
-Przypomniało mi się jak kiedyś ty, ja, Ernis i Brian mieliśmy przygodę z rybami...Kurde, Daiki jakimś cudem tego uniknął...-odparł
-Weź nie przypominaj, ja do tej pory nie tknę ryby.-odpowiedziała.
-No to nie jestem jedyny...-roześmiał się.
,,Teraz jest już dorosły, ale to nadal Debrik... Nie zmieni się, oby tylko dlatego ,że jest pełnoletni. Ale nadal czuję ,że mogę mu wszystko powiedzieć, bo wiem ,że on zrozumie...,, pomyślała.
-Dallila, nie odwracaj się ale Ernis cię obczaja...- szepnął.
-Co, proszę?- odparła zdziwiona.
-Nasz ,,pan mam to gdzieś,, rozbiera cię wzrokiem.-
Dallila odwróciła się, nie napotkała wzroku Ernisa, ale ile kroć czuła ,że on się gapi ile razy Debrik jej to mówił... za którymś razem odparła
-Debil z ciebie...-
-Czemu akurat debil?-
-Bo pasuje, Debrik-Debil.- zaśmiała się.
-Ta zniewaga, zemsty wymaga.- odpowiedział ze śmiechem.
-Jak to dobrze ,że nadal jesteś taki sam.-
-Taak? Czyli nie wkurzysz się za to?- spytał czochrając ją.
-Wyjątkowo nie...-
-Ej, może pójdziemy z tego nudnego przyjątka...wiesz tak jak na imieninach ciotki. Zapolujemy sobie.- zaproponował
-Spoko, najlepiej w barze...-
Debrik odpowiedział jej uśmiechem. Widział po niej ,że coś jest nie tak, ale tu od niej tego nie wyciągnie...

(delightful fragrance. rozkoszny zapach.


-Wszystko ,co należy do człowieka, posiada pieczęć czasu.-
powiedziałam sama do siebie patrząc jak jeden z nas walczy z wilkołakiem podesłanym przez łowców. Uznałam ,że to byłaby istna głupota z mojej strony gdybym się wtrąciła w tą bitkę na razie obojętnych mi istnień, wolałam ich obserwować. Chciałam analizować ich techniki bitewne...miałam pewien plan.
Spojrzałam ponownie na nich, wyraźnie było widać ,że kainita nie radzi sobie...
-Hmm..on może się na coś przydać.-
pomyślałam rzucając granat z jonami srebra, który miał obezwładnić lupin. On był zaskoczony, ale tak jak przypuszczałam zaczął napierać na osłabionego lupina...który uratował się ucieczką. Już miałam się z stamtąd ulatniać, gdy on spojrzał na boczną uliczkę...znając życie mnie zauważył i krzyknął
-Dzięki. Czekaj nie odchodź jeszcze.- po chwili dodał
-Widzę cię.- oparłam się o lampę uliczną, widząc ,że się zbliża wysunęłam kły i syknęłam
-Jak zrobisz jeszcze jeden krok to wbiję ci kły w szyję.-
Stanął, uniósł pokojowo ręce i odparł
-Spokojnie na razie nic ci nie grozi. Chce tylko wiedzieć czemu mi pomogłaś.- Uśmiechnęłam się sarkastycznie i odparłam
-Niby czemu uważasz ,że miałabym ci pomóc?-
-Ja nie mi to co? Pomogłaś sobie?- zdziwił się.
-Ten kundel, gonił mnie od ,,Pelinu.,, Chciałam się z nim tu rozprawić. Ale ty złapałeś go jak próbował tu wejść. I trochę mnie wyręczyłeś.-odparłam. Do mojego nosa wdarł się aromat, miedziano słodkiej krwi, który pobudził moje pragnienie. Coś w głębi kusiło mnie by podbiec, odchylić jego głowę w tył ,by nacieszyć oczy widokiem żyły. By w końcu wbić w nią kły,by krew słodka i gęsta i smaczna jak nie wiem co popłynęła mym gardłem w dół.... Co do cholery... zaczynam zachowywać się jak Debrick. Może on ma rację ,że w miarę dojrzewanie pragnienie jest coraz mocniejsze... ale ja nie ugryzę jednego z nas. A w sumie czemuż to by nie? Nie zauważyłam kiedy on podszedł bliżej. Chociaż tyle ,że broń miał schowaną, ale ja na wszelki wypadek nie schowałam kłów.
-Wyglądasz znajomo...Hmm jesteś jedną z młodych kainitóe z południa.-
-Skąd ta pewność?- spytałam wsadzając rękę do kieszeni , jest jednak mam sztylet.
-To widać ,wydajesz się mniej zarozumiała niż ci starsi, emanujesz nie tak dużą nienawiścią jak oni...-mówiąc to zbliżał się coraz bardziej. Wyjęłam sztylet, końcem jego ostrza dotknęłam jego gardła i warknęłam
-Mówiłam ci nie zbliżaj się.-
-Widzę, że jesteś spragniona. Masz.- powiedział na luzie podając mi wodę. Spojrzałam na niego... o dziwo muszę przyznać ,że jest całkiem przystojny. Ciemne włosy z jasnymi pasemkami ścięte w stylu emo, ostre rysy typowe dla mężczyzn, ubrany w czarny skórzany strój, piwne oczy i wąskie usta. Dallila!!! O czym ty do cholery myślisz?!
-Kpisz sobie?- powiedziałam siląc się na wredny ton.
Uśmiechnął się. Kurde on jest ładny ...to wampir tylko ,że z innego gangu?!
-No to taki żarcik, dasz się zaprosić ,,południowa,, na wspólne polowanko?- powiedział. Oddechnęłam to jednak wampir z innego klanu. Trochę zbyt śmiały.
-Nie poluje z nieznajomymi.-odparłam nie opuszczając sztyletu.
-Ale ja głupi, jak zawsze zapominam o etykiecie. Wybacz mi, nazywam się Aramis Dwight, jestem z północnego klanu.-
-Dallila Invesi, z południowego klanu.-odpowiedziałam opuszczając sztylet ale go nie schowałam.
-To teraz zgodzisz się na wspólne polowanko?- spytał z łobuziarskim uśmiechem.
-Może innym razem. Teraz muszę lecieć...-odparłam
-To może cię odprowadzę? Nie powinnaś sama chodzi przez te tereny...- nie dawał za wygraną. Jezuuu!
-Nie trzeba. Sama dotrę bezpiecznie do domu.-
-Na pewno? A ja wolałbym cię odprowadzić.- ciągnął. Ja pierdziu... Bravo Dallila dalej pałętaj się bez ochrony. Koleś zaczynał mnie już denerwować, a po za tym byłam głodna jak diabli. Podniosłam znowu sztylet i dotknęłam końcem jego ostrza, gardło tego całego Aramisa.
-Mówię ci Dwight, że sama dotrę do domu bez eskorty w twojej postaci. Rozumiesz ,,północny,,?!- warknęłam wysuwając kły.
-Dobra, dobra...po co te nerwy. Ja tylko nie chce by stała ci się krzywda.-odpowiedział. ,,Tak? To ustaw się w kolejce zaraz po Daikim i ochroniarzach.,, cisnęło mi się na usta ale, jednak tego nie powiedziałam. Odeszłam szybkim krokiem. Specjalnie wzięłam dłuższą trasę bo czułam ,że ten cały Dwight mnie śledzi. Do mojego nosa znów doszedł aromat krwi...spojrzałam przed siebie.

(Niki)


Cała czwórka zasiadła do stołu, Dallila tasowała swego kuzyna wzrokiem ,,To całkowicie do niego nie podobne. A poza tym kim jest ta zmiennokształtna?,, pomyślała przewracając strony gazety.
Daiki zdaje się ,że wyczytał to pytanie z jej twarzy.
-Wiecie co tak szczerze to sam nie mam pojęcia kim ona jest...- przyznał robiąc zawstydzoną minę.
-Daiki, weź ty nas nie dobijaj. Wpuszczasz do domu kogoś kogo nie znasz?- zdziwił się Brian odkładając gazetę o sporcie na bok.
-Ej, ja do domu przynosiłem kotkę a nie dziewczynę.- bronił się.
-Aaaa...I to dużo nam wyjaśnia.- odparła sarkazmem Dallila.
-No, żebyś wiedziała. Daiki widzi kotka i przywleka do domu toż to takie przewidywalne...- dodał Ernis.
-Ekhm. Ja tu jestem.- chrząknął zdenerwowany Daiki.
-Tak było co nie?- drążył Ernis.
-No w sumie to tak.- odparł zrezygnowany Daiki.
Dallila wyczuła ,że ktoś stoi w progu. Podniosła wzrok, zobaczyła dziewczynę alias kotkę. Uśmiechnęła się, postanowiła ,że dowie się kim ona jest, albo nie jest z rodu Invesi. Poklepała siedzenie obok siebie i trochę przesłodzonym tonem powiedziała
-Siadaj. Nie bój się ja dziewczyn nie gryzę.-
Zmiennokształtna niepewnie usiadła obok niej. Daiki spojrzał po wszystkich i zaproponował
-Co powiecie na pstrąga?-
Dallila, Ernis i Brian spojrzeli na niego jakby był niespełna rozumu. Przed oczami stanęła im scena jak mieli po pięć lat, to co wtedy się zdarzyło zraziło ich do ryb. Daiki spojrzał na nich, widząc ich miny odparł
-A sorka, zapomniałem ,że wy ryb nie tkniecie....A ty chcesz?-
Zmiennokształtna pokiwała głową na tak.
Dallila dokładnie jej się przyjrzała i spytała
-Jak się nazywasz?-
-Ja nie pamiętam.-odpowiedziała kotka.
-Aha.-Dallila spojrzała na jej szyję widniała tam obróżka z breloczkiem. Olśniło ją! Może na tym będzie napisane jej imię. Uśmiechnęła się do niej i powiedziała
-Fajna obroża...Mogę ją na chwilę zobaczyć?-
-Tak.-odparła nieznajoma dziewczyna ściągają i podając jej obrożę. Dallila zauważyła wygranerowany napis i na głos przeczytała
-Niki. Ej chłopaki to chyba jej imię.- oddała obrożę kotce.
-Niki...Niki...Niki-mamrotała -Tak to chyba moje imię.- odparła.
Brian wziął ręce za głowę i powiedział
-Dallila, szybko odgadłaś jej imię. Dobra jesteś... ty chyba jak będziesz pełnoletnia, dostaniesz się do sektoru alfa.-
-To i tak nie miałoby znaczenia. Tak czy siak bym się tam znalazła.-odpowiedziała znudzonym tonem.
Trójka wampirycznych gości Daikiego na nowo wzięła do rąk gazety. Nie wiadomo czemu ale Daiki zapragnął sam przyrządzić dla Niki pstrąga. Zapadła cisza, aż na twarzy Daikiego pojawiło się zdumienie ,,Może Dallila i Ernis wyrośli z tych swoich kłótni.'' pomyślał. Nagle Dallila wstała od stołu.
-Ej, gdzie idziesz?-
-Na miasto, muszę coś przekąsić.-
-W lodówce jest.-
-Ale ja wolę ciepłą, świeżą, pachnącą, aromatyczną...-
-Ech, Dall zachowujesz się jak francuski piesek.-
-Daiki, nie moja wina ,że mam wybredne podniebienie.-
-Dobra idź. Ale z ochroną.-
-Nie. Bez nich.-
-Dall, chcesz by ojciec chrzestny mnie zabił jak coś ci się stanie?-
-A co ma mi się stać?-
-Nie wiem. Ale jestem od ciebie i od Ernisa z Brianem starszy, dlatego jestem za was teraz odpowiedzialny i jak tobie albo im coś pod moją opieką się stanie to ja będę miał wpieprz.-
-Daiki nie nudź, wiesz ,że ja mam pazurki i kiełki nie od parady.- odparła przewracając oczami. ,,Nie no bez jaj. Daiki jest od mnie starszy tylko o rok." pomyślała wychodząc z domu.

Affair with maid. afera z pokojówką

(Affair with maid. afera z pokojówką)
Daiki miał bardzo przyjemny sen, nagle z krainy snów wyrwał go kogoś przerażający krzyk. Natychmiast zerwał się z łóżka, w drzwiach pokoju stała pokojówka. Krzyczała wskazując na łóżko, Daiki spojrzał na miejsce obok siebie. Zobaczył śpiącą zmiennokształtną. Najpierw zwruszył ramionami ,dopiero potem dotarł do niego powód takiej reakcji Almy. Ta nieznajoma dziewczyna wlazła mu do łóżka! Mało tego do jego pokoju przybiegli jego goście.
-Co się stało Almo?- spytała Dallila wchodząc.
-P-pa-pan...- jąkała się pokojówka pokazując na łóżko.
Za Dallilą stali Ernis i Brian. Obaj chłopcy wybuchli śmiechem.
-To dlatego, tak wczoraj śpieszyło ci się do łóżka. Bravo stary.- śmiał się Ernis wspierając się o futrynę.
-Nie spodziewałem sie tego po tobie. Niezła panienka...- chihrał się Brian. Po sekundzie przyjrzał jej się dokładniej i dodał
-Daiki, ty zoofilu jeden.-
Daiki zrobił się cały czerwony na twarzy i odparł
-To-to ona wlazła mi do łóżka! Ja ci tu zaraz powiem do mnie zoofilu! Odezwał się pan ,,dajcie mi lusterko.,,-
Dallila przewróciła oczami powstrzymując się od komentarza. Spojrzała na pokojówkę, uniosła brew i spytała
-Daiki, nie wiem jak tu ale u mnie pokojówki mają zakaz wchodzenia do pokoi gdy ktoś jest w środku i np. śpi.-
Daiki spojrzał na kuzynkę i uśmiechnął się odpowiadając
-Tutaj też tak jest. I nie wiem jakim prawem ona złamała ten zakaz.-
-Ja bym ją za to zwolnił.- dodał swoje trzy groszę Ernis.
-A po co ją zwalniać jak można...- mówił Brian, ale urwał widząc wzrok gospodarza.
-Nie Brian, uwierz nie chciałbyś.- odparł mu Daiki.
-Owszem chciałbym. I nie rozumiem czemu mówisz nie.-
-Twój organizm odrzucił by jej krew.Tylko Dallila by mogła nią się pożywić, bo ma grupę ABRh+ a AB-owcy mogą pić każdą grupę ,ale moja kuzyneczka by jej nie tknęła.-
-A czemuż to...-
-Bo to dziewczyna, a ja wolę chłopaków, a po drugie nie odżywia się odpowiednio.- odparła Dallila.
-Dallcia, dba o linię.- zaczął Ernis.
-Nie mów do mnie Dallcia.-
-Bo co Dallcia.- droczył się.
-Ernis czy ty naprawdę chcesz dostać pięścią w ten swój głupi ryj?-
-Kuzynko, nawet jakbyś go biła łopatą to rozumu mu do łba nie włożysz.- zaśmiał się Daiki.
-I tu ci Daiki, przyznam rację.- odparła.
-Daiki,I ty przeciwko mi!?- spytał żartem Ernis
-Sorka, stary. Ale to moja kuzynka a poza tym zawsze staję po stronie rodziny.- odparł.
-Ekhm, nie chce tego przerywać ale co w końcu będzie z rudą Almą , i może byś nam w końcu powiedział kim jest ta panienka.- wtrącił się Brian pokazując na budzącą się kotkę.
-Los Almy jest dość prosty wymarzę jej z pamięci wszystko o nas i o tym domu.-
-Aha.- odparł naburmuszony Brian.
-Głupie grupy. Czemu ona zawsze musi mieć najlepiej?! Też chcę mieć ABRh+ a nie zerówkę!- dodał gniewnie.
-Przestań Brian zachowujesz się jak dziecko. Ty masz Zerówkę? Hahhaha! Czyli ty możesz brać tylko zero.- nabijał się z Briana Ernis. -A ty jaką masz, skoro takiś mądry?- spytał Brian
-Brh+. I dla twojej wiadomości ja mogę od czterech grup brać.- odparł Ernis z wyższością.
-Cienko, Ernisie. Cienko, tylko od czterech.- droczyła się Dallila.
-Głupi zawsze ma szczęście.- odparł jej.
-Nie koniecznie, ty coś go nie masz.-
Daiki przejechał ręką po twarzy i pomyślał
-Zapamiętać tą dwójkę trzymać z dala od siebie.- a głośno powiedział
-Nie wiem jak wy ale ja zgłodniałem.-

Avenue hunter. aleja łowców


Złowrogie mgły unosiły się w swoim tańcu, po mieście na przemian unosząc się i opadając. Taksówkarze odpoczywali w samochodach, doświadczenie nauczyło ich ,by nie zwracać uwagi na żaden hałas jeśli chcą przeżyć. Nocą, krążyło mało osób wszyscy w płaszczach i maskach. Uśpioną Vicolo Ruga, szedł jasnowłosy chłopak bez maski. Sprawiał wrażenie kogoś komu się diabelnie śpieszy. Przebiegł kolejny uśpiony mostek, skręcił w prawo i zatrzymał się w pół kroku. Coś usłyszał. Doszedł do wąskiego przejścia między dwiema popadającymi w ruinę kamienicami. Znów to usłyszał, teraz był pewien ,że to miauczenie. Rozejrzał się i uważnie nasłuchiwał. Od kamienic wiało ciszą. Nie dało się usłyszeć oddechów śpiących w nich ludziach. było aż za cicho. Raz po raz ciszę przewiercało miauczenie. Spojrzał na tabliczkę i  powiedział.
-Niech to licho zaułek , ,avenue hunter ,,. Ulica łowców...-
Szedł ostrożnie za odgłosem miauczenia, nagle zauważył obok swojej nogi szarą kotkę. Wziął ją na ręce i głaszcząc ją powiedział
-To ty dajesz taki koncert? Ej, kiciu co ty tu robisz chcesz by kundle bękartów cię rozszarpały.- przyjrzał jej się szukając obróżki.
-Nie no, pięknie rasowy kotek. Może się tobą zaopiekuję póki nie dowiem się kogo jesteś.- dodał. Odpowiedziało mu ciche miauknięcie. Pociągnął nosem, czuć było mango. Mango?!
-Ochydne perfumy łowców. Tylko ich tu brakowało.- szepnął.
-Spóźniłeś się...- usłyszał czyjś głos z głębi kamienicy. Głos należał do mężczyzny w popielatym płaszczu, wydawał się chudy jak dźbło. A tak szczerze wyglądał jak obdarty z piór ptak.
-Nie pamiętam bym się z kimś umawiał. A zwłaszcza tu.- odparł przeszywając nieznajomego wzrokiem.
-Brak mi tchu...- wydusił z siebie facet w popielatym płaszczu.
-A co mi do tego?- odparł blondyn nie skrywając niechęci.
-Aż ciekawe ,krwiopijca czy kundel z ciebie.- spytał łowca przyglądając mu się i próbując podejść bliżej. Blondyn cofnął się
-Dosyć!- odparł przeczuwając ,że łowca jest bliski odkrycia jego tożsamości. -Nic ci do tego.-dodał po chwili.
-A z resztą nie ważne wynoś się stąd!- krzyknął łowca.
-Nie rozkazuj mi.- odparł chłopak chowając kotkę pod płaszcz i odchodząc. Szedł drogą powrotną do swego domu oglądając się czy nikt za nim nie idzie.
-Oj, kiciu. Widzisz przez ciebie NIC nie zjadłem i jestem głodny.-
Chłopak zatrzymał się przy eleganckiej villi. Otworzył bramę i drzwi wszedł do środka. Podszedł do drzwi na końcu przedpokoju. Wszedł do środka.
-To mój pokój. Zostawię cię tu ,a sam pójdę do kuchni coś zjeść, tobie mogę przynieść łososia czy coś... jedna zasada, nie drapiesz tu absolutnie nic.-powiedział do kotki wychodząc. Wszedł w trzecie drzwi od wejścia. Nie zauważając dziewczyny i dwóch chłopaków siedzących przy stole. Otwarł lodówkę, wyjął woreczek z krwią i rybę. Dopiero wtedy uświadomił sobie ,że ma gości.
-Hej, Daiki.- powiedziała blondynka.
-Cze Dallila. Cze Ernis, Cze Brian.- odparł.
- Długo tu siedzicie?-spytał po sekundzie.
-Od godziny, wpuściła nas ruda Alma.- odpowiedział Ernis.
-Reszta przyjedzie jutro.- dodał Brian.
-Aha, nie wierzę! Ta dwójka sobie nie dogryza?! Co jest?- spytał Daiki pokazując na Dallilę i Ernisa
-Daiki, oni dogryzali sobie przez całą tą godzinę. Teraz przestali.- odparł Brian, robiąc minę męczennika.
-Aha, zaraz będzie świtać. Mam nadzieję ,że Alma przydzieliła wam pokoje.-
-Tak-
-No to dobrana.-powiedział wychodząc z łososiem i foliowym woreczkiem. Otworzył drzwi swego pokoju, ledwo wszedł i stanął jak wryty.W jego pokoju stała dziewczyna. No dobra ładna dziewczyna o kocich uszach i ogonie.
-Kim jesteś?- spytał
-Ja-ja- jąkała się.
-Masz na imię Ja-ja?- zażartował Daiki. Dziewczyna posłała mu morderczy wzrok i odparła.
-Ja nie pamiętam...-
-Świetnie...zmiennokształtna z amnezją...- powiedział pod nosem sarkastycznie Daiki.
-Wybacz, kiepski żart. Jesteś głodna?- dodał pokazując jej rybę.
-Miau.- odpowiedziała
-To chyba znaczy tak...- powiedział do siebie.
-Eee nie przyniosłem ci talerza...bo myślałem ,że...- urwał widząc ,że dziewczyna zmienia się w kotkę.
-W sumie to też jakieś tam rozwiązanie...- położył łososia na misce.
Patrzył jak zajada rybę, Daiki podrapał się po głowie i powiedział
-Zaczyna świtać, wybacz ale ja teraz idę spać. Jak chcesz też możesz się położyć jak będziesz śpiąca.- wskoczył na łóżko. Przed snem pomyślał -Pewnie domyśli się ,że chodzi o sofę....- i zasnął.