piątek, 1 listopada 2013

(delightful fragrance. rozkoszny zapach.


-Wszystko ,co należy do człowieka, posiada pieczęć czasu.-
powiedziałam sama do siebie patrząc jak jeden z nas walczy z wilkołakiem podesłanym przez łowców. Uznałam ,że to byłaby istna głupota z mojej strony gdybym się wtrąciła w tą bitkę na razie obojętnych mi istnień, wolałam ich obserwować. Chciałam analizować ich techniki bitewne...miałam pewien plan.
Spojrzałam ponownie na nich, wyraźnie było widać ,że kainita nie radzi sobie...
-Hmm..on może się na coś przydać.-
pomyślałam rzucając granat z jonami srebra, który miał obezwładnić lupin. On był zaskoczony, ale tak jak przypuszczałam zaczął napierać na osłabionego lupina...który uratował się ucieczką. Już miałam się z stamtąd ulatniać, gdy on spojrzał na boczną uliczkę...znając życie mnie zauważył i krzyknął
-Dzięki. Czekaj nie odchodź jeszcze.- po chwili dodał
-Widzę cię.- oparłam się o lampę uliczną, widząc ,że się zbliża wysunęłam kły i syknęłam
-Jak zrobisz jeszcze jeden krok to wbiję ci kły w szyję.-
Stanął, uniósł pokojowo ręce i odparł
-Spokojnie na razie nic ci nie grozi. Chce tylko wiedzieć czemu mi pomogłaś.- Uśmiechnęłam się sarkastycznie i odparłam
-Niby czemu uważasz ,że miałabym ci pomóc?-
-Ja nie mi to co? Pomogłaś sobie?- zdziwił się.
-Ten kundel, gonił mnie od ,,Pelinu.,, Chciałam się z nim tu rozprawić. Ale ty złapałeś go jak próbował tu wejść. I trochę mnie wyręczyłeś.-odparłam. Do mojego nosa wdarł się aromat, miedziano słodkiej krwi, który pobudził moje pragnienie. Coś w głębi kusiło mnie by podbiec, odchylić jego głowę w tył ,by nacieszyć oczy widokiem żyły. By w końcu wbić w nią kły,by krew słodka i gęsta i smaczna jak nie wiem co popłynęła mym gardłem w dół.... Co do cholery... zaczynam zachowywać się jak Debrick. Może on ma rację ,że w miarę dojrzewanie pragnienie jest coraz mocniejsze... ale ja nie ugryzę jednego z nas. A w sumie czemuż to by nie? Nie zauważyłam kiedy on podszedł bliżej. Chociaż tyle ,że broń miał schowaną, ale ja na wszelki wypadek nie schowałam kłów.
-Wyglądasz znajomo...Hmm jesteś jedną z młodych kainitóe z południa.-
-Skąd ta pewność?- spytałam wsadzając rękę do kieszeni , jest jednak mam sztylet.
-To widać ,wydajesz się mniej zarozumiała niż ci starsi, emanujesz nie tak dużą nienawiścią jak oni...-mówiąc to zbliżał się coraz bardziej. Wyjęłam sztylet, końcem jego ostrza dotknęłam jego gardła i warknęłam
-Mówiłam ci nie zbliżaj się.-
-Widzę, że jesteś spragniona. Masz.- powiedział na luzie podając mi wodę. Spojrzałam na niego... o dziwo muszę przyznać ,że jest całkiem przystojny. Ciemne włosy z jasnymi pasemkami ścięte w stylu emo, ostre rysy typowe dla mężczyzn, ubrany w czarny skórzany strój, piwne oczy i wąskie usta. Dallila!!! O czym ty do cholery myślisz?!
-Kpisz sobie?- powiedziałam siląc się na wredny ton.
Uśmiechnął się. Kurde on jest ładny ...to wampir tylko ,że z innego gangu?!
-No to taki żarcik, dasz się zaprosić ,,południowa,, na wspólne polowanko?- powiedział. Oddechnęłam to jednak wampir z innego klanu. Trochę zbyt śmiały.
-Nie poluje z nieznajomymi.-odparłam nie opuszczając sztyletu.
-Ale ja głupi, jak zawsze zapominam o etykiecie. Wybacz mi, nazywam się Aramis Dwight, jestem z północnego klanu.-
-Dallila Invesi, z południowego klanu.-odpowiedziałam opuszczając sztylet ale go nie schowałam.
-To teraz zgodzisz się na wspólne polowanko?- spytał z łobuziarskim uśmiechem.
-Może innym razem. Teraz muszę lecieć...-odparłam
-To może cię odprowadzę? Nie powinnaś sama chodzi przez te tereny...- nie dawał za wygraną. Jezuuu!
-Nie trzeba. Sama dotrę bezpiecznie do domu.-
-Na pewno? A ja wolałbym cię odprowadzić.- ciągnął. Ja pierdziu... Bravo Dallila dalej pałętaj się bez ochrony. Koleś zaczynał mnie już denerwować, a po za tym byłam głodna jak diabli. Podniosłam znowu sztylet i dotknęłam końcem jego ostrza, gardło tego całego Aramisa.
-Mówię ci Dwight, że sama dotrę do domu bez eskorty w twojej postaci. Rozumiesz ,,północny,,?!- warknęłam wysuwając kły.
-Dobra, dobra...po co te nerwy. Ja tylko nie chce by stała ci się krzywda.-odpowiedział. ,,Tak? To ustaw się w kolejce zaraz po Daikim i ochroniarzach.,, cisnęło mi się na usta ale, jednak tego nie powiedziałam. Odeszłam szybkim krokiem. Specjalnie wzięłam dłuższą trasę bo czułam ,że ten cały Dwight mnie śledzi. Do mojego nosa znów doszedł aromat krwi...spojrzałam przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz