Pięć osób siedziało w bardzo oświetlonym pokoju patrząc na radary, z wielkim niepokojem. Hikaru był na patrolu, ulżyło im widząc migającą kropkę oznaczającą jego, a byli zaniepokojeni bo stracili sygnał Soichira...jak zwykle w takich sytuacjach przeczuwali najgorsze, ale jednak nadzieja się w nich jeszcze tliła. Nie mogli pozwolić sobie na straty, teraz gdy nadchodziło wydarzenie pobudzając wszystkie wampiry. Musieli być czujni. O braku sygnału nie powiadomili jeszcze generała, bo wiedzieli jak to się dla nich skączy ,gdy powiedzą mu ,że nie ma znaku od jego ulubionego młodego ucznia. Generał wpadłby w szał, a to byłoby wielce nie pożądane.
-No to mamy w dupę...stary i tak się zaraz skapczy ,że nie ma jego najzdolniejszego ucznia...-powiedział mężczyzna ok. 17 lat wpatrując się w monitor.
-Ech, wszyscy dobrze wiemy ,że on to wcale nie był taki świetny, a staruszek faworyzuje go dlatego że z jego mamuśką ekhmr...- dodał drugi 17-latek chrząkając na końcu znacząco. Obaj wymienili znaczące uśmieszki. Kobieta, która słyszała ich rozmowę przewróciła oczami i powiedziała do nich z wyrzutem.
-Zachowujecie się jak niedojrzałe bachory. Takie zachowanie..wstyd. Nie dziwiłabym się gdyby tak zachowali się maluchy...ale wy? Macie już swoje lata Eizo, Akinori.-
Chłopcy zgubili swoje irytujące uśmiechy na krótką sekundę, po czym wypalili.
-Oj tam, oj tam...Izai, za to ty masz powagę 40-latki, którą nigdy nie będziesz. Wrzuć czasem na luz nie zawsze musisz być taką sumienną 25-latką....-
Izai obrzuciła ich piorunującym wzrokiem, rzuciła im jakieś papiery na biórko i odchodząc rzuciła
-Szef chce mieć to na wczoraj...więc radzę wam się spieszyć z papierami a nie obgadywać życie prywatne szefa.-
Wtedy w drzwiach stanął Soichiro, bał się by nie zauważyli kim został. Serce go bolało,że zdradza swych kumpli i innych, ale musiał wykonać polecenie obecnej jego pani. Ból stopniowo narastał wewnątrz niego. Do jego teraz bardziej wyczulonych uszu doszedł dalsze urywki rozmowy Eiza i Akinoriego. Spojrzał na nich gniewnie, kogo jak kogo ale ich pierwszych wyda swojej pani i z rozkoszą popatrzy na ich tortury. Spojrzał po wszystkich, w końcu usiadł przy okrągłym stole. Wyciągnął rękę po ciastko zbożowe. Zobaczył na obie zdziwione spojrzenia. ,,A no tak wcześniej nie tknąłbym tego...ale teraz mam jakąś nagłą potrzebę na zdrową żywność...A przypomniałem sobie, przecież wampiry lubują się w takich.,, pomyślał.
-Soichiro! Chodź tu do mnie chłopcze.- zawołał go generał.
Soichiro przełknął ślinę i poszedł za generałem. Gdy znaleźli się w gabinecie generał zaczął.
-No i jak? Misja wykonana?-
Soichiro zastanawiał się co powiedzieć, Botan Ragno odkąd pamiętał był dla niego jak ojciec, którego nigdy nie miał. Nie, nie mógł go okłamać ani zdradzić mu prawdy...Naprawdę miał dylemat. W głowie usłyszał głos Dallili.
,,Hmm, no to mamy problem. Wyczuwam ,że on to twój autorytet...nie możesz mu powiedzieć ani słowa o tym ,że mnie spotkałeś. Powiedz ,że polowałeś na nas...spokojnie tatuaż zmienia barwę gdy kłamiesz kainitom a nie łowcą.,,
,,Mówisz jakby to było takie proste. On mnie wychowywał, on zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny.,, pomyślał.
-Soichiro, stało się coś?- spytał zaniepokojony generał.
-Nie tato, yyy to jest generale.-
-Spokojnie. Przecież wiesz ,że jesteś dla mnie jak syn.-
,,Wiem i tym bardziej mnie boli to co robię.,, pomyślał nie patrząc mu w oczy. Botan usiadł na swoim fotelu, cicho westknął i patrząc wprost na Soichira.
-Mówię ci poraz kolejny ,że jesteś dla mnie jak syn, którego nigdy nie miałem i wiedz Soichiro, że mi możesz powiedzieć absolutnie wszystko.-
,,Wszystko z wyjątkiem tego ,że stałem się cynglem "Lilji".,,
-Goniłem kainitkę południową, ale mi uciekła...a poza tym jej cyngle mnie rozbroili...-
-To dziwne, oni nikogo z nas nie zostawiają przy życiu. A szczególnie
"Szkarłatni Buntownicy Nieba" coś mi tu śmierdzi.-
-Też byłem z szokowany.-
-Mój drogi chodzą pogłoski ,że wampiry mają mieć jakieś spotkanie towarzyskie...-
-Bujda, puszczona przez nich by nas zmylić...- skłamał. Przed oczami stanął mu obraz "Lilji" z sarkastycznym uśmieszkiem i słyszał jej głos
,,No,no,no a jednak potrafisz przeistoczyć prawdę przed swoim autorytetem...Grzeczny chłopiec.,,
,,Co za ironia..Zabijałem ich cyngli i soldatti, a tu proszę no zostałem jednym z nich.,,pomyślał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz