(to meet again. ponowne spotkanie.<opowiada Dallila.>)
,,Pellin,,? Nie, wszędzie tylko nie tu... Rany, ostatni raz widziałam go zanim wyjechał do akademii, trochę to dziwne ,że z Debrikiem co rzadko kiedy go widuję jestem bardziej zżyta niż z jego bratem Daikim. Jak teraz na niego patrzę, to widzę ,że nic się nie zmienił to nadal jest ten sam Debrik. No może tylko trochę bardziej ma pragnienie niż kiedyś, ale on gada ,że to normalka, że niedługo też tak będę mieć... Stanęłam przy barze, chciałam zamówić sobie drinka, a najlepiej short-drinka. Ale wystarczyło jedno spojrzenie Debrika z cyklu ,,Ani mi się waż młoda, bo zobaczysz!,, bym porzuciła ten zamiar. Spojrzałam na niego, był otoczony dziewczynami. Ech, ten Debrik. Postanowiłam to wykorzystać by zniknąć mu z oczu. Miałam powód by to zrobić, bo nie cierpię być pilnowana jak dzieciak. A po za tym potem i tak go znajdę... Siedziałam sobie przy stole pokerowym i grałam o dość dużą stawkę, gdy nagle zza mnie odezwał się czyjś głos.
-Wiedziałem ,że cię znajdę jak będę szukał.-
,,Chwila, kto niby mnie szukał?,, pomyślałam odwracając się. Zobaczyłam Aramisa, no ładnie....
-O a ze mną zagrasz w rozbieranego pokera?-spytał widząc ,że gram.
-A wyglądam ci na taką?- odparłam
-Co boisz się ,że przegrasz?- zaczął mnie drażnić.
-Ja rzadko kiedy przegrywam. A mogę z tobą zagrać w normalnego pokera.- odparłam zgarniając sume.
-Ech, liczyłem na tamtą wersję...-
-Chyba nie sądziłeś ,że się na tamtą zgodzę...-
-No w sumie to miałem taką nadzieje, ale wiesz co mała? Jak ja wygram to coś od ciebie dostanę, a jak ty to masz u mnie jedno życzenie...Wchodzisz?-
-Wchodzę. A po za tym nie jestem żadna mała.-odparłam
Ech, trzeba mu to przyznać ,że jest nie łatwym przeciwnikiem. Cholera!Noż kur...po godzinnej grze muszę przyznać się do porażki...
Ech, pierwszy raz od wielu lat...no pięknie. Odeszłam od stołu, nagle poczułam ,że złapał mnie za rękę. Odwróciłam się do niego a on
-Chyba, nie próbowałaś mi uciec, co nie?-
Wtedy pojawił się znikąd Debrick. Zmierzył go wrogim spojrzeniem i powiedział cedząc słowa.
-Ekhm... Ta dziewczyna jest tu ze mną. Więc dobrze ci radzę, puść ją... Dwight.- Spojrzałam z szokowana na kuzyna, skąd on zna Aramisa?!
-Spokojnie Rousai... Ja tylko chciałem jej podziękować za pomoc.- odparł Aramis kładąc mi rękę na ramieniu. Strzepnęłam ją. Debrick przyjrzał mu się badawczo, po czym przeniósł wzrok na mnie.
-Jaką pomoc? Dallila?!-spytał
-Kundel go zaatakował, kiepsko sobie radził, rzuciłam granatem z jonami srebra. Kundel osłabł i uciekł...to było na tyle.- odpowiedziałam.
-No i znów się spotykamy, co nie Rousai?! A tak z ciekawości jesteś jej chłopakiem? Że tak wrogim wzrokiem mnie przeszywasz?- spytał Aramis.
-Nie. Jestem jej kuzynem...idioto.-odparł Debrick.
-Aha...W sumie to mogłem się domyślić. Nie wiedziałem ,że jesteś spokrewniona z nim.-
-Ty o mnie nic nie wiesz...-odpowiedziałam.
-Chciałbym to zmienić...- powiedział Aramis nie spodziewanie chwytając moją rękę i całując mnie w dłoń.
-Dwight! Masz jakiś interes? Jak nie to zabieraj dupę w troki!- zdenerwował się Debrick. Jak na niego spojrzałam miał już czerwone oczy. Kiwnął na kelnerkę, która przyniosła mu piwo. Oj, wniosek wysuwa się sam...Debrick nie lubi Aramisa. Ale za co? Tego się dowiem.
-A żebyś wiedział ,że mam interes.-odparł mu Aramis.
-Gadaj za nim się znudzę...-odpowiedział Debrick upijając duży łyk piwa.
-Nie do ciebie, Rousai. Mam interes do Dallili Invesi, o dużo mniej zarozumiałej niż nie którzy, córki bossa południa. Ja Aramis Dwight, syn szefa z północy, mam przekazać wiadomość do twego ojca od mojego...-
-Zamieniam się w słuch...-
-Nie tutaj, tu mogą być szpiedzy....-powiedział rozglądając się.
-To gdzie?!-
-Tam.-wskazał na piętro -załatwia się interesy...-
-Idę z wami. Nie zostawię jej sam na sam z tobą Dwight.- powiedział Debrick, upijając potężny łyk piwa.
-Daj spokój znasz mnie...- zaczął Aramis.
-No właśnie,znam cię...-odparł Debrick jakoś tak przyjemniejszym tonem. Aramis zaprowadził nas do jednego z wielu pokoi hotelowych...Nic nie mówiłam ale wyraźnie czułam, że ktoś nas śledzi. Szarpnęłam lekko Debricka za rękaw. Na szczęście on jest taki rozumny...Natychmiast skumał o co mi chodzi.Dał znak Aramisowi by nie zaczynał mówić tych informacji...podszedł do drzwi. Wyraźnie było po nim widać,że czuje kogoś za nimi...Otworzył je szybko, uderzając osobę po drugiej stronie. O mój boże!
-Ernis...-powiedzieli jednocześnie Debrick z Aramisem.
-Aramis...- odpowiedział rozcierając miejsce uderzenia.
-Witaj ziomek...-dodał po chwili.
-Nie ma to jak spotkanie po latach, co nie?- powiedział z złośliwym uśmiechem Aramis.
-Tak, jak tam twój yyy nie ważne co...?...-odparł równie złośliwie Ernis.
,,Pellin,,? Nie, wszędzie tylko nie tu... Rany, ostatni raz widziałam go zanim wyjechał do akademii, trochę to dziwne ,że z Debrikiem co rzadko kiedy go widuję jestem bardziej zżyta niż z jego bratem Daikim. Jak teraz na niego patrzę, to widzę ,że nic się nie zmienił to nadal jest ten sam Debrik. No może tylko trochę bardziej ma pragnienie niż kiedyś, ale on gada ,że to normalka, że niedługo też tak będę mieć... Stanęłam przy barze, chciałam zamówić sobie drinka, a najlepiej short-drinka. Ale wystarczyło jedno spojrzenie Debrika z cyklu ,,Ani mi się waż młoda, bo zobaczysz!,, bym porzuciła ten zamiar. Spojrzałam na niego, był otoczony dziewczynami. Ech, ten Debrik. Postanowiłam to wykorzystać by zniknąć mu z oczu. Miałam powód by to zrobić, bo nie cierpię być pilnowana jak dzieciak. A po za tym potem i tak go znajdę... Siedziałam sobie przy stole pokerowym i grałam o dość dużą stawkę, gdy nagle zza mnie odezwał się czyjś głos.
-Wiedziałem ,że cię znajdę jak będę szukał.-
,,Chwila, kto niby mnie szukał?,, pomyślałam odwracając się. Zobaczyłam Aramisa, no ładnie....
-O a ze mną zagrasz w rozbieranego pokera?-spytał widząc ,że gram.
-A wyglądam ci na taką?- odparłam
-Co boisz się ,że przegrasz?- zaczął mnie drażnić.
-Ja rzadko kiedy przegrywam. A mogę z tobą zagrać w normalnego pokera.- odparłam zgarniając sume.
-Ech, liczyłem na tamtą wersję...-
-Chyba nie sądziłeś ,że się na tamtą zgodzę...-
-No w sumie to miałem taką nadzieje, ale wiesz co mała? Jak ja wygram to coś od ciebie dostanę, a jak ty to masz u mnie jedno życzenie...Wchodzisz?-
-Wchodzę. A po za tym nie jestem żadna mała.-odparłam
Ech, trzeba mu to przyznać ,że jest nie łatwym przeciwnikiem. Cholera!Noż kur...po godzinnej grze muszę przyznać się do porażki...
Ech, pierwszy raz od wielu lat...no pięknie. Odeszłam od stołu, nagle poczułam ,że złapał mnie za rękę. Odwróciłam się do niego a on
-Chyba, nie próbowałaś mi uciec, co nie?-
Wtedy pojawił się znikąd Debrick. Zmierzył go wrogim spojrzeniem i powiedział cedząc słowa.
-Ekhm... Ta dziewczyna jest tu ze mną. Więc dobrze ci radzę, puść ją... Dwight.- Spojrzałam z szokowana na kuzyna, skąd on zna Aramisa?!
-Spokojnie Rousai... Ja tylko chciałem jej podziękować za pomoc.- odparł Aramis kładąc mi rękę na ramieniu. Strzepnęłam ją. Debrick przyjrzał mu się badawczo, po czym przeniósł wzrok na mnie.
-Jaką pomoc? Dallila?!-spytał
-Kundel go zaatakował, kiepsko sobie radził, rzuciłam granatem z jonami srebra. Kundel osłabł i uciekł...to było na tyle.- odpowiedziałam.
-No i znów się spotykamy, co nie Rousai?! A tak z ciekawości jesteś jej chłopakiem? Że tak wrogim wzrokiem mnie przeszywasz?- spytał Aramis.
-Nie. Jestem jej kuzynem...idioto.-odparł Debrick.
-Aha...W sumie to mogłem się domyślić. Nie wiedziałem ,że jesteś spokrewniona z nim.-
-Ty o mnie nic nie wiesz...-odpowiedziałam.
-Chciałbym to zmienić...- powiedział Aramis nie spodziewanie chwytając moją rękę i całując mnie w dłoń.
-Dwight! Masz jakiś interes? Jak nie to zabieraj dupę w troki!- zdenerwował się Debrick. Jak na niego spojrzałam miał już czerwone oczy. Kiwnął na kelnerkę, która przyniosła mu piwo. Oj, wniosek wysuwa się sam...Debrick nie lubi Aramisa. Ale za co? Tego się dowiem.
-A żebyś wiedział ,że mam interes.-odparł mu Aramis.
-Gadaj za nim się znudzę...-odpowiedział Debrick upijając duży łyk piwa.
-Nie do ciebie, Rousai. Mam interes do Dallili Invesi, o dużo mniej zarozumiałej niż nie którzy, córki bossa południa. Ja Aramis Dwight, syn szefa z północy, mam przekazać wiadomość do twego ojca od mojego...-
-Zamieniam się w słuch...-
-Nie tutaj, tu mogą być szpiedzy....-powiedział rozglądając się.
-To gdzie?!-
-Tam.-wskazał na piętro -załatwia się interesy...-
-Idę z wami. Nie zostawię jej sam na sam z tobą Dwight.- powiedział Debrick, upijając potężny łyk piwa.
-Daj spokój znasz mnie...- zaczął Aramis.
-No właśnie,znam cię...-odparł Debrick jakoś tak przyjemniejszym tonem. Aramis zaprowadził nas do jednego z wielu pokoi hotelowych...Nic nie mówiłam ale wyraźnie czułam, że ktoś nas śledzi. Szarpnęłam lekko Debricka za rękaw. Na szczęście on jest taki rozumny...Natychmiast skumał o co mi chodzi.Dał znak Aramisowi by nie zaczynał mówić tych informacji...podszedł do drzwi. Wyraźnie było po nim widać,że czuje kogoś za nimi...Otworzył je szybko, uderzając osobę po drugiej stronie. O mój boże!
-Ernis...-powiedzieli jednocześnie Debrick z Aramisem.
-Aramis...- odpowiedział rozcierając miejsce uderzenia.
-Witaj ziomek...-dodał po chwili.
-Nie ma to jak spotkanie po latach, co nie?- powiedział z złośliwym uśmiechem Aramis.
-Tak, jak tam twój yyy nie ważne co...?...-odparł równie złośliwie Ernis.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz