piątek, 1 listopada 2013

Drzwi do ogrodu


Pastelowe światło spowijało pokoik na końcu korytarza, a za oknem widać było morelowe niebo i ozłocone pnie drzew. Chmury płynęły
przez niebo jakby koncert świerszczy je zwoływał by jak co wieczór żegnały zgodnym chórem słońce. Daiki wszedł do pokoju nie zapalając światła. Miał złe przeczucia.
,,A w sumie to zawsze mam złe przeczucia jak Debrick wzywa mnie do swojego pokoju.,,pomyślał siadając na krześle. Debrick powoli uniósł wzrok z nad gazety.
-O już jesteś bracie, musimy poważnie porozmawiać.
-Hmm?
-Bracie chciałbym się dowiedzieć co w naszym domu robi łowczyni...
-Kto?!
-Łowczyni...Daiki, jak mogłeś być tak lekko myślny...
-Ale o co chodzi?
-Ta kotka to łowczyni! Myślisz ,że czemu nic nie pamięta!? Ktoś ją na mnie nasłał, a ja postąpiłem z nią łagodnie, bo tylko wykasowałem jej pamięć...Więc bracie wiesz ,że ona po jakimś czasie przypomni sobie kim jest a to ,że tu ją gościsz jest dla nas bardzo niebezpieczne...
Daiki w miarę wypowiadanych przez Debricka słów oczy miał coraz większe. Przypomniał sobie w jakich okolicznościach ją znalazł, zrobił się czerwony na twarzy ze wstydu...
,,No tak. I znowu się zbłaźniłem...Mogłem się domyśleć...,, pomyślał.
Debrick zaplutł palce, zastanawiając się jak wybrnąć z tej sytuacji.
-Hmm, ona teraz śpi?-spytał z szatańskim błyskiem w oku.
-Tak, i znam ten wzrok...wymyśliłeś coś?-odparł Daiki.
-Mniej więcej...braciszku.Nie bez powodu Ojciec Chrzestny nadał mi tytuł Młota rodziny. Proponuje dla niej hmm może bierzmowanie.
Daiki nagle zbladł słysząc jego słowa, po raz pierwszy miał ochotę go zabić.
-Nie! Oznacza to morderstwo z pozostawieniem zwłok, pozorując samobójstwo...Nie zgadzam się! Nie i jeszcze raz Nie!- krzyknął Daiki.
Debrick zdziwiony tym ,że Daiki mu się postawił uniósł brew do góry.
-Coś ty powiedział?!
-Nie! Nie pozwolę ci na to!
-Bracie czyżbyś...?
-Może...
-Kumam, ale radzę ci nie gadaj przy niej nic istotnego, bo wtedy nie uratujesz jej już...-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz