-Czyli sprawa wygląda następująco Oni spodziewają się dziś przemytu w porcie, więc musimy podać naszym zaopatrzeniowcą inne spółrzędne.- powiedział Invesi siedząc na podium ,patrząc spod zmarszczonych brwi na donów ,których zwołał. Wszyscy mu przytakneli.
-A co z tym ich atakiem w pełnie?- spytał don Suya.
-Proste Kejzi uprzedzimy ich.-odparł mu don Chicho.
Z drugiego końca sali obrad Josuke nachylił się do Dallili i szepnął
-Wiedziałem ,że się jeszcze spotkamy ale liczyłem ,że nie na nudnej naradzie.-
-Ja też liczyłam na inne okoliczności.- mrugneła do niego.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, potraktował to jako zapro do flirtu.
-Hahaha, spójrz na Don Sesyla...jeszcze trochę i uderzy głową o stół.- powiedział pokazując głową na mężczyznę o 5 miejsc dalej niż jej ojciec.
-No, ciekawe kiedy uderzy.- odparła zaczynając razem z Josukim obserwować go. Don Murai Sesyl wyglądał na dwódziestkę ale wszyscy wiedzieli ,że ma grubo po 9900000. Owszem był jednym z najstarszych ale nie cieszył się zbytnim szacunkiem zwarzywszy na jego zachowanie większość się zastanawiała kto ma więcej rozumu on czy worek młotków. Dallila z Josukim mało nie wybuchli śmiechem gdy on zamiast jak przypuszczali uderzyć o stół, spadł z wielkim łomotem na podłogę. Miny pozostałych dodawały im dodatkowego powodu do śmiechu.
-A już myślałem ,że nic ciekawego nie będzie.- szepnął.
-Nom, ja też. Ale stary Murai rąbnął.- zachichotała cicho.
Stary don szybko się podniósł mamrocząc pod nosem
-Bezczelna młodzież...za moich czasów niedopuszczalne było takie zachowanie by młodzi wyśmiewali się z starszych.-
-Za twoich czasów to nawet koła nie było...- powiedział jakiś 17 letni szatyn,siedzący obok Aramisa i Ernisa. Dallila pierwszy raz go widziała, najwyraźniej Daiki też bo wyrwało mu się
-A ten to kto do cholery?-
-Lesada Murai...jestem wnukiem tego starego pryka co jebnął na ziemie.-odparł lekcewarząco.
-Lesada jak ty się wyrażasz !?Gdybym był twoim ojcem to już dawno dostałbyś chłoste.-powiedział Don Sesyl.
-Już się boje....O jeny jej dziadziuś atakuje...Trzymajcie mnie bo zejdę.-
śmiał się nie wzracając uwagi ,że wszyscy patrzą na niego z niesmakiem.
-Doprawdy co za chamstwo.-powiedziała Dallila upijając trochę zawartości szklanki.
-Co maleńka nie widziałaś nigdy Bad Boya?- wyszczerzył się.
-Chyba takiego wieśniaka.-odparła
-Wrau ktoś tu jest ostrą laleczką...Coś mi mówi ,że chciałabyś sprubować Wielkiego Lesady.-
-Łe...Nawet patykiem nie tknęłabym takiego...takiego typa. A po za tym koleś zwolnij wodze bo chyba nie wiesz gamoniu do kogo się zwracasz.-
-Ależ naturalnie ,że wiem. Do laleczki która ma nieźle gadane...-
-Co za prostak....- powiedzieli co niektórzy z obecnych.
-Zakała rodu Murai...-
-Teraz to przesadził do córki Ojca chrzestnego...-
Zrobił zaskoczoną minę
-C...c...córki Oj...ojca chrzestnego?- jąkał się
Ernis z Aramisem rzucili mu spojrzenie z cyklu
"No to bravo, zrobiłeś z siebie debila na dodatek na naradzie. Bravo Lesada."
Spojrzał na nich zażenowany i wściekły
-Czemu do cholery nie powiedzieliście ,że ona to "Lilja"?!-
-Bo nie trzeba być geniuszem by domyślić się kim ona jest.-
Invesi patrzył zdziwiony na tą scene sam nie umiał ocenić co to w ogóle miało być. Doszedł do wniosku ,że młody Murai jest jeszcze gorszy niż jego przodkowie. Heh, co za totalna żenada...i pomyśleć ,że tacy wogóle żyją.
-Lesada radzę ci się uspokoić albo wyjdź i nie przeszkadzaj.- powiedział na razie spokojnie.
-Lepiej zamilkne..-odparł nie podnosząc wzroku.
-Byłoby to bardzo porządane...-szepneła Dallila.
Ojciec na nią spojrzał, natychmiast zamilkła.
-Jak już mówiłem za nim wydarzył się ten incydent. Moja decyzja powinna być dla wszystkich jasna. Damy pole do popisu młodym, ale naturalnie wyślemy z nimi soldattich i cyngli, młodzi muszą się uczyć.-
"To jest jakaś Totalna Porażka..." pomyślała Dallila obserwując ulice na której po prostu wiało nudą...Podsumuwując można rzecz ,że to tak jakby była sama.
-Heh, naturalnie mi dostał się najspokojniejszy i najnudniejszy sektor.- powiedziała siadając na dachu. -Tatko oczywiście nie pozwoli mi na jakiekolwiek narażanie się.-dodała po cichu. Wpatrując się w spokojną ulice, aż za spokojną...z swojego punktu wyraźnie wszystko mogła widzieć i słyszeć. Nie miała pojęcia ile mineło czasu gdy najpierw poczuła a potem zobaczyła niezbyt mile widzine osoby.
-Hmm...mieszane, tak? O to ich plan kundel+bękart?- szepnęła po cichu wstając i podchodząc do krawędzi by móc usłyszeć o czym rozmawiają. Nagle poślizgnęła się i o mało nie spadła z dachu, ale poczuła ,że ktoś ją w porę złapał w pasie. Przełknęła śline, bała się że była tak nie ostrożna i "Solaris" ją wykryło.
-Ostrożnie...szkoda by było gdyby coś ci się stało.- usłyszała
-Co t-ty tu robisz?- spytała zdziwiona. Po kim jak po kim ale po Ernisie nie spodziewała się.
-Śledzę tamtych dwóch, a po za tym to niepozwalam ci popełnić samobójstwa...-uśmiechnął się.
-Bardzo śmieszne. Ale tak czy siak dzięki.-odpowiedziała lekko unosząc kąciki.
-Naprawdę nie ma za co.- uświadomił sobie ,że nadal trzyma ją przyciśniętą do siebie. Zarumienił się, oddechnął z ulgą ,że jest odwrócona tyłem i nie widzi jego rumieńców....nie nie chodziło mu tylko o to bał się tego co mógłby zobaczyć w jej oczach. Bał się ,że zobaczy ten wzrok którym traktowała chłopaków którzy nie mieli u niej żadnych szans. Takim wzrokiem który rzuciła na Lesade. Uwolniła się z jego uścisku i popatrzyła mu w oczy, uśmiechnęła się
-Dziękuję. Mało co a zawaliłabym misje i roztrzaskała sobie twarz.-
Uśmiechnął się zauważywszy ,że nie patrzy na niego tak jak na Lesade.
-Nie ma sprawy. Heh balet ćwiczyłaś?- odparł tym swoim zwykłym tonem.
-Chciałbyś.-odparła
-Może...-
Nagle ucichli bo usłyszeli ,że ci z dołu o czymś gadają.
-To jeszcze raz...tu ma być ten przemyt?-
-Podobno tak...ciekawe czy wampy coś przeczuwają...-
-Pewnie tak..dlatego być ostrożnym.-
Dallila się uśmiechnęła
-No to robimy zasadzkę.-szepnęła do Ernisa. A sama kiwneła na soldatti by się zakamuflowali. Zeskoczyła na dół...Postanowiła być przynętą.
-Co to było?-
-Pewnie kot.-
Ernis pokiwał głową jakby chciał powiedzieć ,,nie,, i zeskoczył w ślad za nią.
-Hmm coś tu te koty są bardzo aktywne...- powiedział pod nosem lykan. Ernis stanął tuż za Dallilą, przytrzymał ją widząc ,że ona chcę być przynętą.
-Co ty robisz?-szepnęła
-Ratuję ci cztery litery.-odparł biorąc ją za rękę i ostrożnie prowadząc do punktu obserwacyjnego tak by tamci nic nie zauważyli.
-Puszczaj! Nie potrzebuję twojej pomocy...-
Uniósł jedną brew, spojrzał na nią. Księżyc delikatnie muskał go swoim światłem...nagle podniósł głowę w kierunku jednej z bocznych uliczek. Cholera! Słyszał ich przyszpieszone kroki.... Nie wiele myśląc szybko otwarł pierwsze lepsze drzwi, wepchnął do środka Dallile po czym sam wszedł do środka. Oboje przycisnęli się do drzwi. Kroki po drugiej stronie ustały...Serce waliło im jak młot, czuli to ,że tamci są tuż tuż po drugiej stronie drzwi...
-Ygr, Ygr...tutaj bardzo mocno jedzie wampozerami....- zawył lupin do łowcy.
-Szybko, na piętro!-powiedział Ernis ciągnąc Dallile za rękę.
-A co z tym ich atakiem w pełnie?- spytał don Suya.
-Proste Kejzi uprzedzimy ich.-odparł mu don Chicho.
Z drugiego końca sali obrad Josuke nachylił się do Dallili i szepnął
-Wiedziałem ,że się jeszcze spotkamy ale liczyłem ,że nie na nudnej naradzie.-
-Ja też liczyłam na inne okoliczności.- mrugneła do niego.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, potraktował to jako zapro do flirtu.
-Hahaha, spójrz na Don Sesyla...jeszcze trochę i uderzy głową o stół.- powiedział pokazując głową na mężczyznę o 5 miejsc dalej niż jej ojciec.
-No, ciekawe kiedy uderzy.- odparła zaczynając razem z Josukim obserwować go. Don Murai Sesyl wyglądał na dwódziestkę ale wszyscy wiedzieli ,że ma grubo po 9900000. Owszem był jednym z najstarszych ale nie cieszył się zbytnim szacunkiem zwarzywszy na jego zachowanie większość się zastanawiała kto ma więcej rozumu on czy worek młotków. Dallila z Josukim mało nie wybuchli śmiechem gdy on zamiast jak przypuszczali uderzyć o stół, spadł z wielkim łomotem na podłogę. Miny pozostałych dodawały im dodatkowego powodu do śmiechu.
-A już myślałem ,że nic ciekawego nie będzie.- szepnął.
-Nom, ja też. Ale stary Murai rąbnął.- zachichotała cicho.
Stary don szybko się podniósł mamrocząc pod nosem
-Bezczelna młodzież...za moich czasów niedopuszczalne było takie zachowanie by młodzi wyśmiewali się z starszych.-
-Za twoich czasów to nawet koła nie było...- powiedział jakiś 17 letni szatyn,siedzący obok Aramisa i Ernisa. Dallila pierwszy raz go widziała, najwyraźniej Daiki też bo wyrwało mu się
-A ten to kto do cholery?-
-Lesada Murai...jestem wnukiem tego starego pryka co jebnął na ziemie.-odparł lekcewarząco.
-Lesada jak ty się wyrażasz !?Gdybym był twoim ojcem to już dawno dostałbyś chłoste.-powiedział Don Sesyl.
-Już się boje....O jeny jej dziadziuś atakuje...Trzymajcie mnie bo zejdę.-
śmiał się nie wzracając uwagi ,że wszyscy patrzą na niego z niesmakiem.
-Doprawdy co za chamstwo.-powiedziała Dallila upijając trochę zawartości szklanki.
-Co maleńka nie widziałaś nigdy Bad Boya?- wyszczerzył się.
-Chyba takiego wieśniaka.-odparła
-Wrau ktoś tu jest ostrą laleczką...Coś mi mówi ,że chciałabyś sprubować Wielkiego Lesady.-
-Łe...Nawet patykiem nie tknęłabym takiego...takiego typa. A po za tym koleś zwolnij wodze bo chyba nie wiesz gamoniu do kogo się zwracasz.-
-Ależ naturalnie ,że wiem. Do laleczki która ma nieźle gadane...-
-Co za prostak....- powiedzieli co niektórzy z obecnych.
-Zakała rodu Murai...-
-Teraz to przesadził do córki Ojca chrzestnego...-
Zrobił zaskoczoną minę
-C...c...córki Oj...ojca chrzestnego?- jąkał się
Ernis z Aramisem rzucili mu spojrzenie z cyklu
"No to bravo, zrobiłeś z siebie debila na dodatek na naradzie. Bravo Lesada."
Spojrzał na nich zażenowany i wściekły
-Czemu do cholery nie powiedzieliście ,że ona to "Lilja"?!-
-Bo nie trzeba być geniuszem by domyślić się kim ona jest.-
Invesi patrzył zdziwiony na tą scene sam nie umiał ocenić co to w ogóle miało być. Doszedł do wniosku ,że młody Murai jest jeszcze gorszy niż jego przodkowie. Heh, co za totalna żenada...i pomyśleć ,że tacy wogóle żyją.
-Lesada radzę ci się uspokoić albo wyjdź i nie przeszkadzaj.- powiedział na razie spokojnie.
-Lepiej zamilkne..-odparł nie podnosząc wzroku.
-Byłoby to bardzo porządane...-szepneła Dallila.
Ojciec na nią spojrzał, natychmiast zamilkła.
-Jak już mówiłem za nim wydarzył się ten incydent. Moja decyzja powinna być dla wszystkich jasna. Damy pole do popisu młodym, ale naturalnie wyślemy z nimi soldattich i cyngli, młodzi muszą się uczyć.-
"To jest jakaś Totalna Porażka..." pomyślała Dallila obserwując ulice na której po prostu wiało nudą...Podsumuwując można rzecz ,że to tak jakby była sama.
-Heh, naturalnie mi dostał się najspokojniejszy i najnudniejszy sektor.- powiedziała siadając na dachu. -Tatko oczywiście nie pozwoli mi na jakiekolwiek narażanie się.-dodała po cichu. Wpatrując się w spokojną ulice, aż za spokojną...z swojego punktu wyraźnie wszystko mogła widzieć i słyszeć. Nie miała pojęcia ile mineło czasu gdy najpierw poczuła a potem zobaczyła niezbyt mile widzine osoby.
-Hmm...mieszane, tak? O to ich plan kundel+bękart?- szepnęła po cichu wstając i podchodząc do krawędzi by móc usłyszeć o czym rozmawiają. Nagle poślizgnęła się i o mało nie spadła z dachu, ale poczuła ,że ktoś ją w porę złapał w pasie. Przełknęła śline, bała się że była tak nie ostrożna i "Solaris" ją wykryło.
-Ostrożnie...szkoda by było gdyby coś ci się stało.- usłyszała
-Co t-ty tu robisz?- spytała zdziwiona. Po kim jak po kim ale po Ernisie nie spodziewała się.
-Śledzę tamtych dwóch, a po za tym to niepozwalam ci popełnić samobójstwa...-uśmiechnął się.
-Bardzo śmieszne. Ale tak czy siak dzięki.-odpowiedziała lekko unosząc kąciki.
-Naprawdę nie ma za co.- uświadomił sobie ,że nadal trzyma ją przyciśniętą do siebie. Zarumienił się, oddechnął z ulgą ,że jest odwrócona tyłem i nie widzi jego rumieńców....nie nie chodziło mu tylko o to bał się tego co mógłby zobaczyć w jej oczach. Bał się ,że zobaczy ten wzrok którym traktowała chłopaków którzy nie mieli u niej żadnych szans. Takim wzrokiem który rzuciła na Lesade. Uwolniła się z jego uścisku i popatrzyła mu w oczy, uśmiechnęła się
-Dziękuję. Mało co a zawaliłabym misje i roztrzaskała sobie twarz.-
Uśmiechnął się zauważywszy ,że nie patrzy na niego tak jak na Lesade.
-Nie ma sprawy. Heh balet ćwiczyłaś?- odparł tym swoim zwykłym tonem.
-Chciałbyś.-odparła
-Może...-
Nagle ucichli bo usłyszeli ,że ci z dołu o czymś gadają.
-To jeszcze raz...tu ma być ten przemyt?-
-Podobno tak...ciekawe czy wampy coś przeczuwają...-
-Pewnie tak..dlatego być ostrożnym.-
Dallila się uśmiechnęła
-No to robimy zasadzkę.-szepnęła do Ernisa. A sama kiwneła na soldatti by się zakamuflowali. Zeskoczyła na dół...Postanowiła być przynętą.
-Co to było?-
-Pewnie kot.-
Ernis pokiwał głową jakby chciał powiedzieć ,,nie,, i zeskoczył w ślad za nią.
-Hmm coś tu te koty są bardzo aktywne...- powiedział pod nosem lykan. Ernis stanął tuż za Dallilą, przytrzymał ją widząc ,że ona chcę być przynętą.
-Co ty robisz?-szepnęła
-Ratuję ci cztery litery.-odparł biorąc ją za rękę i ostrożnie prowadząc do punktu obserwacyjnego tak by tamci nic nie zauważyli.
-Puszczaj! Nie potrzebuję twojej pomocy...-
Uniósł jedną brew, spojrzał na nią. Księżyc delikatnie muskał go swoim światłem...nagle podniósł głowę w kierunku jednej z bocznych uliczek. Cholera! Słyszał ich przyszpieszone kroki.... Nie wiele myśląc szybko otwarł pierwsze lepsze drzwi, wepchnął do środka Dallile po czym sam wszedł do środka. Oboje przycisnęli się do drzwi. Kroki po drugiej stronie ustały...Serce waliło im jak młot, czuli to ,że tamci są tuż tuż po drugiej stronie drzwi...
-Ygr, Ygr...tutaj bardzo mocno jedzie wampozerami....- zawył lupin do łowcy.
-Szybko, na piętro!-powiedział Ernis ciągnąc Dallile za rękę.
Fajnie piszesz a mam takie pytanko dotyczące twojego opowiadania;
OdpowiedzUsuńŁowcy i wilkołaki mają odgrywać role służb porzątkowych, a wampiry sprytnych i bezwzględnych gangsterów? Jeśli tak, to masz orginalny pomysł by tak to przestawić
;)
Dzięki :D A co do twojego pytanka to tak dobrze główkujesz ;)
OdpowiedzUsuń